6 marca 2017

1 W poszukiwaniu Niebieskiej Marchewki





Kiedy ślęczę nad kolejną rozkładówką w poszukiwaniu Niebieskiej Marchewki, czuję się jak wtedy, gdy córka wysyła mnie do swojego pokoju, żebym znalazła "przyssawkę kiwi". Albo "tego kucyka z niebieskim rogiem". Albo karteczkę. No przecież pisała coś na niej dwa tygodnie temu! Czyli - łatwo nie jest. Człowiek trochę głupieje, próbuje ogarnąć wzrokiem całość, skacze od sceny do sceny, karcąc samego siebie, że nie podszedł do tego systemowo. Wreszcie wpada na to, że będzie sunął wzrokiem od góry, ciasnym zygzakiem, ale kiedy zaczyna - zawiesza się na scenie z bykiem i kiedy wreszcie dokładnie pozna każdy jej szczegół... zapomina, gdzie był i czego właściwie szuka. Marchewki! Niebieskiej Marchewki!



W poszukiwaniu Niebieskiej Marchewki (Sébastien Telleschi, tłumaczenie: Jolanta Sztuczyńska, Wydawnictwo Nasza Księgarnia) to wielkoformatowe* wyzwanie. W twardych okładkach zamkniętych jest tysiące królików, setki tysięcy detali wokół nich się znajdujących i miliony możliwych opowieści. Jak to wszystko się zaczyna? Otóż plemię wesołych królików zwariowało na punkcie mitycznej Niebieskiej Marchewki. Wiecznie jej szuka, odnajduje i znowu traci z oczu. A my razem z nim.



Szukają już w czasach prehistorycznych, kiedy na ziemi sieją grozę wełniste królikowce, królikozaurusy i królikogrysy szablozębne. Szukają w Górnym Egipcie, kiedy stary faraon Królikothep II otwiera swój nowy szpiczasty pałac. Szukają w Antycznym Rzymie, kiedy w amfiteatrze odbywa się walka gladiatorów: Królikolosa i Tytusa Królikozatora. W Zamku Warownym, w Epoce Wielkich Odkryć Geograficznych, Podboju Zachodu, podczas Rewolucji Przemysłowej, w czasie wojny i w kosmosie...  I my szukamy, łzawią nam oczy, nie tylko od intensywnego wpatrywania się w każdą stronę, ale i ze śmiechu. Chlipiąc - poznajemy nowe miejsca, pociągając nosem - wędrujemy w czasie...




Wieki później, kiedy wszystkie Niebieskie Marchewki zostały odnalezione i wymęczeni (ale z poczuciem dobrze wypełnionego obowiązku) chcemy trzasnąć okładką, wpada nam w oko napis: "Trochę szalone plemię wesołych królików! Każdy ma inny temperament i cechy szczególne! Do ciebie należy odnalezienie tych bohaterów na poprzednich stronach." Aaahhhaaa, no to od nowa ;)


* 272 x 370 mm

1 komentarz:

  1. Ja już po Twoich ostatnich wpisach kupiłam "Atlas miast" i "Dlaczego". Córka zachwycona więc się opłacało ;) No ale te marchewki... czy ja już mówiłam że to największa fanka szczegółów, pierdółek i szukania wszystkiego??? Buuu...mąż mi zamknie dostęp do konta. Albo do Twojego bloga ;)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każde pozostawione słowo! :)