7 kwietnia 2017

1 Słońcem na papierze


- Jaki to piękny i uroczysty zwyczaj łamania się z kimś dobrym słowem - zanotował wieczorem pisarz w swoim zeszycie. - List przyjazny, radośnie zdyszany, pomazany ślicznym uśmiechem, witany jest w pisarskim zaciszu jak ptak, co na wiosnę z dala przylata. List od czytelnika czyta pisarz skwapliwie. Jest wtedy naprawdę szczęśliwy i dumny, że ktoś jego książkę szczęśliwie przytulił do piersi. Za tę miłość - w następnej książce zapłaci. Najczęściej piszą do mnie dzieci. Wiem o wszystkim, co się dzieje w ich zaczarowanym, młodym świecie, bo przede mną nie ma tajemnic. Ja jestem swój. Ananas z tego samego ogrodu...
Po lekturze czuję, jakby podzielono się ze mną dobrym słowem podwójnie. Jak również dobrym projektem i takimi samymi ilustracjami. Wielka przyjemność. Czuję się obdarowana, poruszona i wzruszona. Oczywiście, że płakałam! Chcę natychmiast wrócić do książek Kornela Makuszyńskiego. Tych, które czytałam i innych - które pamiętam z półki mojego taty, ale nigdy nie było dobrego czasu na spotkanie z ich zawartością.




Słońcem na papierze. Niezwykłe losy Kornela Makuszyńskiego to opowieść o życiu słynnego pisarza napisana przez Annę Czerwińską-Rydel, zilustrowana przez Dorotę Wojciechowską i zaprojektowana oraz wydana przez Martę Woszczak. Kluczem do jej czytania są... kolory. Słoneczne myśli Makuszyńskiego, wiersze i cytaty z jego twórczości, cytaty z gazet i listy, akcja powieści - kolory splatają się w bardzo barwną, ciepłą, słoneczną opowieść o życiu pisarza, brata sześciu sióstr, syna, który zbyt wcześnie stracił ojca, "głowę tępą w matematyce, fizyce, logice, chemii...", wielbiciela teatru i bułek z kiełbasą otrzymywanych za pisanie innym wypracowań, człowieka o wielkim sercu.




Lekturę zaczynamy z panią Agnieszką Karpiel, kustosz Muzeum Kornela Makuszyńskiego w Zakopanem, która przed wyjściem do domu, przez nieuwagę, nie zamyka szafy z najważniejszymi dokumentami dotyczącymi słynnego pisarza. Zapomina również o oknie. Pod jej nieobecność w pokoju szaleje halny, a z szafy, z sekretnego schowka, wypada teczka z plikiem pożółkłych kartek... Pani Agnieszka zaczyna czytać, a my jej towarzyszymy w lekturze tej niezwykłej historii, która zaczyna się od tego dnia w środku zimy, kiedy zaświeci słońce i państwu Makuszyńskim urodzi się pierwszy - po sześciu córkach - syn, aż do  momentu, kiedy pewien chłopiec przyniesie do domu umierającego pisarza białą różę.



Czyta się świetnie, a lekturze towarzyszy uśmiech i wzruszenie. Młodszy odbiorca, gwarantuję, odnajdzie w książce wiele fragmentów, które bardzo go rozbawią i zachęcą po sięgnięcie do dzieł Kornela Makuszyńskiego. Starszy doceni barwną przeplatankę narracji, cytatów, odniesień, a znając realia historyczne, wiele razy się wzruszy. Na dodatek książka Słońcem na papierze jest pięknie zilustrowana, zaprojektowana, złożona, wydana... Czyż to nie jest przepis na idealną powieść biograficzną dla młodszych i tych trochę starszych dzieci?


PS Taka ciekawostka - Słońcem na papierze to wydanie drugie i pierwsze równocześnie. Drugie, bo historia ta ukazała się już drukiem w 2014 roku, pierwsze - bo teraz to jakby inna książka, w nowej szacie graficznej, z trochę innym tytułem (wygooglałam, podejrzałam, cieszę się, że ta opowieść o Kornelu Makuszyńskim doczekała się drugiej premiery, bo mogłabym w ogóle jej nie poznać...).
PS #2 Ta Awantura o Basię została wydana w 1957 roku i na jednej z pierwszych stron ma dedykację "Rysiowi w nagrodę za udział w VI-tym Konkursie Czytelniczym". Wtedy dziesięcioletni Rysiu, dziś - dziadek Rysiu. Taka to książka. Znowu czeka na przeczytanie...

1 komentarz:

  1. Jaka ładna okładka "Awantury o Basię"! Gdybyś nie napisała, to nie zgadłabym, że z lat 50-tych. Grafika ponadczasowa. A "Słońcem na papierze" przeglądałam wczoraj na targach i pewnie niedługo się skuszę. Twoja recenzja mnie dodatkowo zachęciła.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każde pozostawione słowo! :)