17 maja 2017

2 Co się stało? Małe wypadki

Co za pomysł! Jedno zdanie, jedna prosta ilustracja. I tyle niedopowiedzeń, historii, które wydarzyły się gdzieś poza kadrem, których domyślamy się, o których opowiadamy i zaśmiewamy się do łez. Nie, nie nachylamy się z troską nad każdym bandażem, plastrem czy gipsem w tej książce. Nie o to w tym chodzi. Tak samo robimy w naszym domu, najpierw jest chwila na przytulenie, a potem zawsze trochę śmiechu. Gdybyśmy umieli rysować - moglibyśmy dołożyć kilka rozkładówek. Na przykład taką: "Co ci się stało? Małpi gaj był za blisko" lub "Co ci się stało? Prawie umiem hamować na rowerze!" lub "Co ci się stało? Zjeżdżalnia była za krótka". Znacie to?


 
Ja znam bardzo dobrze. Upadki, wypadki, plasterki, bandaże. Życie! Czasami uda się otrzepać ręce i iść dalej. Innym razem są łzy jak grochy, szare od kurzu smarki na policzkach i dłuższa chwila przytulania. Albo jedziemy na izbę przyjęć, bo przecież bywa i tak. Zawsze udaje się nam jednak okrasić wypadek śmiechem. Ostatecznie. Chociażby wczoraj. Wnosząc po schodach Wojtka - zaliczyłam u ich szczytu spektakularny upadek. Ślizgiem na kolanie wjechałam z hukiem na trzecie piętro. Udało mi się utrzymać Wojtka. Odetchnęłam i co widzę? Ewkę w szerokim uśmiechu. Który to usilnie stara się pohamować, pytając - niemal bulgocząc od chichotu - czy nic mi się nie stało. Też się śmiałam!




Co się stało? Małe wypadki (Karolina i Hans Lijklema, Wydawnictwo Widnokrąg) to książka, która najpierw wywołuje konsternację i zdziwienie, ale stan ten trwa bardzo krótko; chwilę później rusza lawina opowieści i śmiechu. Nie wiem, jak reagują młodsze dzieci (dla Wojtka poziom abstrakcji, wiadomo, jest za duży), ale taka prawie siedmiolatka czytała i oglądała ją naprawdę wiele razy i czerpała przyjemność z opowiadania nam historii związanych z każdą ilustracją. Krztusząc się ze śmiechu. W przygotowaniu jest Co się stało? Wielkie plamy oraz Co się stało? Straszny bałagan. Myślę, że czeka nas wiele dobrej zabawy...




2 komentarze:

  1. Teraz dzieci nie wiedzą, co to guzy ani zadrapania. Od stóp do głów w kaskach i ochraniaczach, nie wolno im wejść na drabinki, bo mama zabrania (jeszcze spadną), nie wolno im biegać (bo się przewrócą), nie wolno im się bawić w piaskownicy (bo piasek zimny i brudny). O plastrach i gipsie z książek muszą się dowiadywać. :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moje, stety-niestety, wiedzą jak to jest mieć gips ;) I ogólnie chyba nie jest tak źle, znam dużo dzieciaków, którym nie są obce "medale za odwagę", czyli siniaki ;D

      Usuń

Dziękuję za każde pozostawione słowo! :)