28 czerwca 2018

0 Dzień Matki


28 czerwca - Dzień Matki. Jak to nie? Dałyście sobie wmówić, że to święto to tylko 26 maja? A guzik! Codziennie. Dziś świętowałam (troszeczkę zaciskając zęby), jutro też będę, pojutrze, za tydzień, miesiąc i rok. I oby jak najdłużej.






Super M
(Dawid Ryski, Wydawnictwo Babaryba). Na początku się jest. Taką Super M. Niewiele trzeba pracy, żeby zobaczyć szczery podziw w oczach dziecka. Potem ta wiedza ucieka. Na dłuższy moment. Czasami bardzo długi. Zastanawiam się, czy bywa, że na zawsze... Ale często do dziecka wraca, w dorosłym życiu. Kiedy w codziennej szarpaninie zastanawia się, jak ta jego mama dawała radę. Jak to się stało, że doczekała do momentu, kiedy jej dziecko jest dorosłe i samo ma dzieci? Jak przetrwała te huragany emocji, oceany strachu, fale wzruszenia i tsunami złości. Przetrwała, bo jest superbohaterką. Po prostu. Ta książka nie pozwoli nam o tym zapomnieć. Kreska Dawida Ryskiego - którego do tej pory kojarzyłam raczej z ilustracjami w prasie czy t-shirtami Pinata Unique - cieszy oko. Czekam na więcej.









Moja mama
(Mayana Itoïz, Wydawnictwo Babaryba). A to książka i zabawka. Takie dwa w jednym. Obserwujemy pewien - tak myślę - rytuał, który odbywa się chwilę przed zaśnięciem małego chłopca. Jego kocyk jest w kolorowe plamki. Chłopiec "zamacza" palec w kolorze i puszcza wodze fantazji, wymyślając, w co/kogo zamienia się jego mama. Jest w tym dużo czułości i radości i raczej nie ma nic, co skłoniłoby po lekturze do spania ;) Oceniając po okładce, spodziewałam się jakiejś bardzo wzruszającej historii, zbioru ckliwych cytatów, czegoś zupełnie innego. Dostałam zaproszenie do zabawy i możliwość podglądania wieczoru pewnego chłopca. A u mnie w domu to wierszyki, przekomarzanie się i mnóstwo buziaczków. Może następnym razem pobawimy się "w kolory"? Przecież i tak usypianie to prawdziwa neverending story...











Mama (tekst: Hélene Delforge, ilustracje: Quentin Gréban, tłumaczenie: Magdalena Mikołajewska, Jarosław Mikołajewski, Wydawnictwo Media Rodzina). A to - to nie jest książka dla dzieci. Powiedzmy to od razu, miejmy to za sobą. Ilustracje, owszem, tu bez ograniczeń wiekowych. Ale tekst - tekst jest dla mam. I najlepiej, by wtedy nie były kompletnie rozbujane na huśtawce hormonalnej, bo - uczciwie uprzedzam - poleją się łzy. Ja byłam twardą zawodniczką i miałam "jedynie" gulę w gardle. Czego tu nie ma w tych krótkich tekstach! Jest dorastanie, przemijanie, rozłąka, miłość, radość, ból i strach. W różnych czasach, miejscach i warunkach. Jest samotne macierzyństwo, jest pożądanie, jest przytłaczająca odpowiedzialność. Każda ilustracja to mini opowieść i temat do rozmów i przemyśleń. Z okazji Dnia Matki, który trzeba obchodzić nie tylko w maju. Codziennie. Nawet... Szczególnie wtedy, kiedy dzień zamykamy z poczuciem klęski. Szczególnie wtedy. Te ilustracje... Nie do końca wiem, co w nich jest. Na pierwszy rzut oka są zupełnie nie w moim guście, naprawdę. A jednak prace Quentina Grébana rzuciły na mnie czar, lubię do nich wracać. Zamknięte w nich emocje są prawdziwe. Wierzę im.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za każde pozostawione słowo! :)