6 września 2018

Horror

Skalpowanie, odzieranie ze skóry, wycinanie serca, ćwiartowanie, wbijanie ostrych noży w każdą część ciała, wyszarpywanie wnętrzności, mordowanie dzieci, całych rodzin, wrzucanie do wrzątku... Jednym słowem - horror.



Horror (tekst: Madlena Szeliga, ilustracje: Emilia Dziubak, Wydawnictwo Gereon)
Przysięgam, że jeśli sięgnęłabym po tę książkę ZA WCZEŚNIE, jeśli przeczytałabym ją dziewuszką zbyt młodą będąc - moje spojrzenie na dania z warzyw nigdy nie byłoby to samo.
Krwawił strasznie. Widział, w ostatnich swych chwilach, jak jego krew zabarwia na bordowo ręce oprawcy, jak zostaje po niej wyraźny ślad na stole i nożach.
[fragment rozdziału: Sprawa Buraka. Podwójne morderstwo]
A to tylko wycinek, wcale nie najbrutalniejszy, fragment opisu jednej z 20 spraw. Opisu jednego z 20 aktów bestialstwa - na warzywach i owocach. Cierpią marchewki, brukselki, buraki. W męczarniach umiera cebula, kapusta i dynia. Człowiek funduje prawdziwe tortury słonecznikowi i małym groszkom... Okropność, prawdziwi z nas zwyrodnialcy! Tak znęcać się nad warzywami i owocami! I tylko Papryczka Chili, chwilę przed śmiercią, potrafi nam dopiec (sic!)...






Najpierw oglądałam ilustracje, wiele, wiele razy. Zakładając, że już po tekście, że został pożarty przez prace Emilii Dziubak i że to musi być kiepskie uczucie, kiedy nie można konkurować z warstwą ilustracyjną. Ale kiedy napatrzyłam się już (z zachwytem) na ufną cebulę, płaczącą brukselkę, przerażoną marchewkę czy zrezygnowanego banana - zaczęłam czytać. I świetnie się bawić!  Nie bez znaczenia jest fakt, że namiętnie oglądam seriale i filmy o sprawach jeżących włosy na głowie, z dialogami wypełnionymi takim samym językiem, jakiego używa w Horrorze Madlena Szeliga. Oglądam, trochę się bojąc, zasłaniając niekiedy oczy, ale wciąż bezpieczna - pod kocykiem, na kanapie. Horror też tak czytam. Z dystansem, wiedząc, że to nie do końca tak, że to ktoś wymyślił. I tylko trochę mi głupio, kiedy obieram warzywa na rosół...
Trochę sobie żartuję, ale tak serio - wspaniale się bawiłam! Wg wydawcy "Książka dla dzieci od lat 10 oraz odważnych rodziców". Zdecydowanie to pozycja dla tych, którzy lubią trochę się bać. Na razie pozostaje na mojej półce, bo wiem, że moja ośmiolatka "nie dźwignie" tej treści i lektura mogłaby się skończyć sennymi koszmarami (i te wymówki, żeby tylko nie jeść brukselki! ;)). Ale znam dzieci, które uwielbiają taką konwencję, potrafią docenić czarny humor i przy lekturze będą zanosić się głośnym śmiechem. Czy Wasze dziecko jest takie? Pewnie potraficie to ocenić.
PS Czarne strony odrobinę się "palcują", połysk na stronach oczywiście mi przeszkadza, ale pewnie nic się nie zadziało bez przyczyny - może dzięki temu kolory i czerń wyglądają tak a nie inaczej? Może inaczej być nie mogło? Tak czy siak - pięknie wydana książka otulona dodatkową, wsuwaną obwolutą.