10 maja 2020

1 Kajtek i Miś / Kajtek i Tosia

Matki, które czytają, a ich dzieci na widok książek krzywią się z odrazą. Matki, które bezskutecznie miłość do książek chcą zaszczepić w kolejnym pokoleniu. Matki, które nie umieją ukryć, że patrzą z zazdrością na dzieci znajomych, połykające książkę za książką. Przytulam Was mocno! Naprawdę rozumiem! I nie mam żadnej recepty na sukces! Jedno moje dziecko czyta bardzo, bardzo dużo i zaczęło, kiedy ja kompletnie nie miałam głowy, by bardziej lub mniej świadomie "dawać przykład". Drugie dziecko, które  - żeby było śmieszniej - widziało mnie z książką bardzo często, najchętniej bawiłoby się tylko książkami Tulleta, a każdy nowy proponowany tytuł traktuje jako zamach na swoją niespełna sześcioletnią osobę. Dlatego naprawdę bardzo cieszy mnie każde "trafienie", kiedy po pierwszym rozdziale nie widzę oporu, kiedy widzę, że słucha, nawet jeśli akurat skacze po kanapie lub biega wokół stołu. Tym razem się udało. Jedna bitwa wygrana. Kajtek mi pomógł.


Kajtek i Miś / Kajtek i Tosia (tekst: Jujja Wieslander, Tomas Wieslander, ilustracje: Olof Landström / Jens Ahlbom, tłumaczenie: Agnieszka Stróżyk, Wydawnictwo Zakamarki)

Kajtka lubię od dawna. Z wielu powodów. Obie książki to zbiory opowiadań (w jednym tomie jest ich 15, w drugim 12) o Kajtku, chłopcu w wieku przedszkolnym. Kompanem Kajtka jest Miś, który nawet jeśli nie uczestniczy w codziennych zabawach, wieczorem zawsze ma czas, żeby wysłuchać pluszowym uchem opowieści o przygodach chłopca, pobawić się, pocieszyć, być obok.
Fantastycznie się głośno czyta te opowiadania! Zawsze zaczynają się zwrotem: A teraz posłuchaj..., A teraz usłyszysz..., a kończą momentem, w którym Kajtek i Miś leżą już w łóżku i zazwyczaj wyglądają na bardzo zadowolonych. Można czytać po kolei, można na wyrywki, trudno skończyć po jednym rozdziale...
Ilustracji jest niewiele, kolorowa jest tylko okładka. Bardziej przypadły mi do gustu te Olofa Landströma, co nie znaczy, że wersja Jenas Ahlboma zupełnie mi się nie podoba. Też mają swój urok, ponownie udało się na nich oddać dużo emocji, przede wszystkim tych związanych ze szczęściem, ale i trochę trudniejszych.
Bo codzienność Kajtka jest bardzo "normalna" - czasem dzień wypełniony jest tylko beztroską zabawą, innym razem dzieje się coś nie po myśli chłopca. Bywa smutny, bywa rozzłoszczony lub wystraszony. Z mieszkającą nieopodal Tosią zazwyczaj bawią się zgodnie, ale wiadomo - relacje między rówieśnikami nie zawsze są perfekcyjne. I bardzo dobrze! Potrzeba nam takich lektur. Mnie potrzeba, ale jemu również. Jest tam mama, która jest blisko i jest uważna. Taty jest trochę mniej, ale jak już wróci z pracy - przemienia się w Tatę Zapaśnika i jest cały dla syna, kulają się po łóżku, mocują, są dla siebie 1:1. Rodzice dają Kajtkowi dużo swobody, wierzą w niego, wspierają go, uczestnicząc w realizacji różnych, czasami nieco szalonych, pomysłów. Jest dużo zabawy, ale niewiele zabawek, jest przyroda, ekraników brak. Trochę sielanka, ale ja lubię pobyć w takim świecie. Najwyraźniej ten mój nielubiący książek przedszkolak też to lubi.







Kajtek i Miś
Kajtek i Tosia

1 komentarz:

  1. No Kajtka i Tosię chyba muszę kupić:-) moja Tosia będzie zachwycona :-) pozdrawiam ciepło, dawno u Ciebie nie byłam. i na mojego bloga też wracam po dłuższej przerwie...

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każde pozostawione słowo! :)