15 stycznia 2014

W przedszkolu

Przychodzę i wypatruję dyżurującej pani. łapiemy wzrokowy kontakt. Skinienie głowy, uśmiech. Zagląda do jednej sali. Nie widzi jej. Idzie dalej, do średniaków. Jest! - Ewa! Mama przyszła, idziesz do domu! :)


Mój ulubiony czas - gdy wybiega z sali. Zawsze uśmiechnięta. Czasami rozczochrana, z podkoszulką ciągnącą się jak tren, z wąsem z kompotu... Ale częściej uczesana, z jakąś fikuśną kitą, w stylu "na cebulę". Dzieli nas jeszcze kilka metrów, ona musi wziąć z szatni, z haczyka pod znaczkiem z myszką, kurtkę, zabrać buty, ale już widzę, jak czeka, żeby mi coś opowiedzieć.



Idzie. Nie. Jednak wraca. Zapomniała rysunku. Teraz idzie. Szczerzy się. Buta gubi. Wraca. Z sali wychodzi jakiś chłopczyk, zerka na niego, ale drepcze dalej. Odbieram od niej kurtkę i buty, a ona otwiera usta...


- A właśnie mijałam Adasia, wiesz mamooo? I nie było dziś tańców! Piosenki się uczyliśmy na Dzień Babci i Dziadka. La, la, la, la, la, dwa siodełka jowej ma! A Julka to nie ma dziadka, wiesz? Umajł. Ja też umajnę? A masz coś dla mnie? Coś dobjego? Na obiad był josołek i cały zjadłam! Pani się ucieszyła! Ady dziś nie było, choja! Majcel tak mówił. Zgubiłam gumkę, ale może się znajdzie... Nie byliśmy na spacerze, cały dzień deszcz padał!



Myślicie, że czeka na odpowiedzi? A gdzie tam! A nie, wróć. Czeka na odpowiedź, czy mam coś dla niej ;) Mandarynkę, kanapkę, rodzynki, wafelka. Coś dobjego. No mam, zawsze mam :)


Przedszkole może, a nawet powinno, być dla dziecka wspaniałą przygodą. Czasem na zabawę. Na taniec, śpiewanie, zabawy, spacery, rysowanie, przebywanie z innymi dziećmi. Czasem na naukę. Taką pozornie "przy okazji". Jest program edukacyjny, który musi być zrealizowany. Że musi, że nauka, że program - dziecko tego nie wie, nawet się nie domyśla. Przedszkole nie może być magazynem, miejscem gdzie można dziecko przechować przez osiem godzin. Mamy ogromne szczęście, że Ewa jest w tym, a nie innym przedszkolu. Że trafiła na taką, a nie inną kadrę. Że do szatni wchodzi z uśmiechem, że spędza dzień miło i ciekawie, by z taką samą radością wrócić do domu. Naprawdę lubimy to miejsce, i ona, i my :) I cieszymy się, że znaleźliśmy w sobie odwagę na zmianę.



Jeśli Wasze lub jakieś zaprzyjaźnione dziecko niebawem rozpocznie przygodę z przedszkolem, szczerze polecam książkę Guido Wandrey W przedszkolu (najlepiej w komplecie z Kubuś idzie do przedszkola, tego samego Wydawnictwa, pisałam o tej książce tu KLIK). To spora (235 mm x 320 mm) kartonowa książka, w której pokazany jest dzień z życia przedszkola - odprowadzenie do niego dzieci, szatnia, łazienka, wspólne posiłki i zabawy - te w sali, ale również w przyprzedszkolnym ogródku czy na wycieczce na wieś. Idealna pozycja do pokazania maluchowi, co na niego czeka. I ogólnie do zabawy w wypatrywanie szczegółów i szczególików :)

W przedszkolu, ilustracje i tekst: Guido Wandrey, tłumaczenie: Ewa Jasińska-Jastrun, 
Wydawnictwo Czarna Owieczka KLIK, KLIK 

PS Już dziś zapraszam do lektury kolejnego posta, będzie trochę inny, niż zwykle i mam nadzieję pomocny dla tych, którzy nie mogą się zdecydować, którą książkę wypełnioną detalami mają wybrać :)