27 kwietnia 2014

W podróży

Trzask, trzask. To drzwi. Klik, klik. Nasze pasy. Ewka na tylnej kanapie, w foteliku, z małpką na pasie. Gotowa. - Skręć w lewo, za sto metrów skręć w prawo - nudzi babka z czarnego pudełka. I w ogóle nas nie chwali! Tylko regularnie zwraca uwagę: - Zjechałeś z trasy.


Znakomita większość naszych podróży upływa nam w hałasie. Nie że szumi auto, pęd powietrza, ulica. Szumi pasażerka. A bo chce audiobook (aktualnie ulubiony Basia i gotowanie), swoją muzyczkę, prowiant (natychmiast!), pić, coś słodkiego a ostatnio... niespodzianki z worka ;)



Worek zobaczyła kilka dni przed podróżą. Nie chowałam go specjalnie, korzystając z tego, że stado sów strzegło tajemnicy... A w środku - nasz podróżny zestaw kredek, dwie naklejanki od Wydawnictwa Muza z serii Wyprawy po Polsce, magnetyczna gra podróżna Wodny Świat marki Granna (Kamila, jeszcze raz dziękuję!), kilka stron wyrwanych z różnych kolorowanek i blok rysunkowy. A jak podróż to i stolik Tuloko, o którym była mowa TU KLIK. I dużo mniejszy woreczek - a w nim słodkości podróżne, też niespodzianka :)




- Skręć w prawo - powtarza się babka z pudełka. - Ja chcę audiobook o Basi! - marudzi babka siedząca z tyłu. I po chwili: - Kiedy się do mnie przesiądziesz, mamo? Porobimy zadania! Obiecałaś!
Rany, jak mi się nie chciało przesiadać! :D Ale obiecałam... Najwięcej czasu zajęły nam naklejanki. 50 naklejek w jednym zeszycie, drugie tyle w zeszycie numer dwa. Trochę edukacji w temacie życia na wsi oraz w mieście. Zabawa w szukanie detali z marginesu na rozkładówkach (do zakreślania jednak powinny być mazaki, kredkami średnio na tym papierze się pisało). Trzask! Minęła godzina. Później Ewa poznawała grę magnetyczną - lubi grać, ale tylko w asyście dorosłego. Sama jeszcze nie daje sobie rady z zagadkami (co innego dorośli, a szczególnie jeden taki, co nad nią pół Świąt przesiedział ;)). I jeszcze kolorowanki. I już. Dojechaliśmy :) Zazdroszczę wszystkim, których dzieci śpią przez całą podróż! Nam się to nie zdarza zbyt często i bez takich zaplanowanych przeze mnie rozrywek byłoby raczej kiepsko... I dla niej, i dla nas ;)




Woreczki, które kryły w sobie niespodzianki - otrzymałam do testów. Nasz podróż to taka bardzo lekka rozgrzewka, bo woreczek Mon Petit Bleu jest stworzony do poważniejszych wyzwań ;) Że ładnie wygląda, umie dochować tajemnicy, jest estetyczny i zapinany na zamek - to raz. Ale ma również nieprzemakalne wnętrze, można go prać w pralce, ma odpowiednie atesty w temacie kontaktu z żywnością, przydatny uchwyt i jest dostępny w różnych rozmiarach i wariantach kolorystycznych. I jest wyprodukowany w Polsce :) Także taka tam podróż to pikuś. Bo przed nami większe wyzwania - plażowanie, mokre ciuchy, ochrona mojego telefonu, klucza i portfela w torebce z cieknącą wodą mineralną, ochrona torebki w przypadku awarii pieluszkowej itd. A że dodatkowo po prostu lubię worki, woreczki, torebeczki, które segregują mi zawartość torby podróżnej... To żadna tajemnica :) 


A Wy? Jesteście szczęściarzami, których dzieci przesypiają większość drogi? Jak sobie radzicie? Planujecie rozrywki czy bierzecie zatyczki do uszu? ;))