27 kwietnia 2014

39 W podróży

Trzask, trzask. To drzwi. Klik, klik. Nasze pasy. Ewka na tylnej kanapie, w foteliku, z małpką na pasie. Gotowa. - Skręć w lewo, za sto metrów skręć w prawo - nudzi babka z czarnego pudełka. I w ogóle nas nie chwali! Tylko regularnie zwraca uwagę: - Zjechałeś z trasy.


Znakomita większość naszych podróży upływa nam w hałasie. Nie że szumi auto, pęd powietrza, ulica. Szumi pasażerka. A bo chce audiobook (aktualnie ulubiony Basia i gotowanie), swoją muzyczkę, prowiant (natychmiast!), pić, coś słodkiego a ostatnio... niespodzianki z worka ;)



Worek zobaczyła kilka dni przed podróżą. Nie chowałam go specjalnie, korzystając z tego, że stado sów strzegło tajemnicy... A w środku - nasz podróżny zestaw kredek, dwie naklejanki od Wydawnictwa Muza z serii Wyprawy po Polsce, magnetyczna gra podróżna Wodny Świat marki Granna (Kamila, jeszcze raz dziękuję!), kilka stron wyrwanych z różnych kolorowanek i blok rysunkowy. A jak podróż to i stolik Tuloko, o którym była mowa TU KLIK. I dużo mniejszy woreczek - a w nim słodkości podróżne, też niespodzianka :)




- Skręć w prawo - powtarza się babka z pudełka. - Ja chcę audiobook o Basi! - marudzi babka siedząca z tyłu. I po chwili: - Kiedy się do mnie przesiądziesz, mamo? Porobimy zadania! Obiecałaś!
Rany, jak mi się nie chciało przesiadać! :D Ale obiecałam... Najwięcej czasu zajęły nam naklejanki. 50 naklejek w jednym zeszycie, drugie tyle w zeszycie numer dwa. Trochę edukacji w temacie życia na wsi oraz w mieście. Zabawa w szukanie detali z marginesu na rozkładówkach (do zakreślania jednak powinny być mazaki, kredkami średnio na tym papierze się pisało). Trzask! Minęła godzina. Później Ewa poznawała grę magnetyczną - lubi grać, ale tylko w asyście dorosłego. Sama jeszcze nie daje sobie rady z zagadkami (co innego dorośli, a szczególnie jeden taki, co nad nią pół Świąt przesiedział ;)). I jeszcze kolorowanki. I już. Dojechaliśmy :) Zazdroszczę wszystkim, których dzieci śpią przez całą podróż! Nam się to nie zdarza zbyt często i bez takich zaplanowanych przeze mnie rozrywek byłoby raczej kiepsko... I dla niej, i dla nas ;)




Woreczki, które kryły w sobie niespodzianki - otrzymałam do testów. Nasz podróż to taka bardzo lekka rozgrzewka, bo woreczek Mon Petit Bleu jest stworzony do poważniejszych wyzwań ;) Że ładnie wygląda, umie dochować tajemnicy, jest estetyczny i zapinany na zamek - to raz. Ale ma również nieprzemakalne wnętrze, można go prać w pralce, ma odpowiednie atesty w temacie kontaktu z żywnością, przydatny uchwyt i jest dostępny w różnych rozmiarach i wariantach kolorystycznych. I jest wyprodukowany w Polsce :) Także taka tam podróż to pikuś. Bo przed nami większe wyzwania - plażowanie, mokre ciuchy, ochrona mojego telefonu, klucza i portfela w torebce z cieknącą wodą mineralną, ochrona torebki w przypadku awarii pieluszkowej itd. A że dodatkowo po prostu lubię worki, woreczki, torebeczki, które segregują mi zawartość torby podróżnej... To żadna tajemnica :) 


A Wy? Jesteście szczęściarzami, których dzieci przesypiają większość drogi? Jak sobie radzicie? Planujecie rozrywki czy bierzecie zatyczki do uszu? ;))

39 komentarzy:

  1. Witam!
    Zapraszam tego bloga do udziału w Blogowym Grand Prix 2014!

    Szczegóły tutaj: http://bloggp.jimdo.com/

    Pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Serdecznie dziękuję za zaproszenie, jednak nie jestem zainteresowana udziałem w Blogowym Grand Prix :) Życzę dobrej zabawy, pozdrawiam!

      Usuń
  2. U nas Julo kiedyś przesypiał kilka godzin w aucie. Teraz...pół godzinki a potem nawijka:D Ten Wasz stolik to super sprawa! Szkoda, że u nas choroba lokomocyjna i czytanie oglądanie, rysowanie w grę nie wchodzi:/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Choroba lokomocyjna męczyła mnie całe dzieciństwo :( I wtedy tylko Aviomarin był, po którym byłam baardzo senna i zmęczona :/ Mam nadzieję, że Ewka dalej będzie znosić podróż bez problemów, bo na razie - odpukać! - i ona, i Tramal :D czują się w aucie dobrze...

      Usuń
    2. To samo chciałam napisać, ja to nawet nie mogę często się odwracać do tyłu bo już mi nie dobrze :/ wiec gry i czytanki nie wchodzą w grę. Ale namiętnie śpiewamy i słuchamy audiobooków. p.s skusiłaś mnie na te naklejanki :)

      Usuń
    3. Ja "wyrosłam" z choroby lokomocyjnej w liceum dopiero. Ale do tej pory, jak siedzę z tyłu, jak jest duszno, jak zapachy jakieś są w aucie używane, jak ktoś jeździ "nierówno" - czuję się źle :(

      Usuń
  3. My często pokonujemy kilometry i początkowo nie było zawsze kolorowo, też dużo niespodzianek przygotowywałam :)
    Teraz Młody często sam pakuje samochodziki, książki, no i kolorowanki i jedziemy .... :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ewka też sporo sama pakuje, ale muszę jej narzucać limity bagażowe :D

      Usuń
  4. Ja mam pół na pól....Wikusia śpi w samochodzie jak tylko wsiądzie...i nie ważne czy jedziemy godzine czy 5...natomist Franek nawet jak jest śpiący śpi max godzinę...a jak nie daj Boże musimy zatankować i zatrzymać samochód to już spał nie będzie...dla niego rozrywek póki co nie mamy...wszystko szybko go nudzi....:(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem, czy będzie to pocieszające, ale Ewa miała identycznie! Kiedyś spała w aucie, ale z rytmu wybijały ją każde światła czy - to już masakra :D - wyłączenie silnika :) Ale wyrosła z tego, ekhm, ze spania wyrosła :D

      Usuń
  5. Ja zazdroszczę wszystkim, których dzieci śpią: po jedzeniu, na spacerze, po spacerze, wrześnie rano i w nocy. Na razie zamiast spania mam wielki płacz i krzyk, zobacz o ile Ty masz lepiej :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale tylko chwilowo mam lepiej ;) Zaraz zacznę wszystko od nowa :D

      Usuń
  6. Jak pewni wiesz dzieci sie szybko nudza a gdy sie nudza chca jesc wiec u nas jak i u Was masa snakow naklejek i ksiazek...drugiego do wozka wystarxzy wlozyc i spi

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może i u mnie nr 2 będzie taki? Bo Ewka owszem spała w wózku, ale pod warunkiem, że 1. Słyszała hałas ulicy, 2. Wózek był w ruchu :D

      Usuń
  7. Kiedy Artur był młodszy podróż była tragedią... albo spał (w mniejszości) albo płakał. Teraz jest rewelacja. Owszem, nie śpi, ale jak na Dwuipółlatka przystało potrafi na długo zając się książką, naklejkami i zagadkami z CzuCzu... no i pacynki na paluszki potrafią go rozerwać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To trzeba docenić :) Ja wcale nie uważam, że jest jakaś recepta na kilkugodzinną wycieczkę autem bez marudzenia i nudy :) Bo przecież sama marudzę :D Ale miło jest znaleźć sposób na przerwy między marudzeniem ;)

      Usuń
  8. U nas ostatnio królują gry słowne - np. w pary, czyli dobieranie słów, które występują parami (nóż-widelec itp), polecam - 4latka świetnie daje już radę! Do tego dużo muzyki, na szczęście lubimy taką samą, konsumpcja (choćby sucha bułka), oglądanie świata, liczenie mijanych traktorów/kombajnów (kto zobaczy więcej?) Kredki w etui to stałe wyposażenie mojej torebki + jakaś twarda książka i też dajemy radę. Ale Tuloko mi się śni po nocach...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, zabaw słownych nie próbowaliśmy - tylko piosenek, słuchowisk i ogólnie rozmów. Spróbujemy!

      Usuń
  9. Nasze słabo śpią. Tzn. specjalnie jedziemy wieczorem zawsze, kiedy już i tak powinni spać, i jedziemy krótko (max do teściów 2-2,5h). Synek nie spał ostatnio w ogóle, młoda połowę czasu, ale, o dziwo, było spokojnie - zapewne dlatego, że już było ciemno, pora spania i mieli swoje przytulanki spaniowe ;) Cały czas tylko leciała dzieciowa muzyka i razem śpiewaliśmy. I Krzysiul oczywiście nawijał :)
    Za to latem czekają nas ponad cztery godziny drogi w dzień i już mi słabo na tę myśl...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja takich podróży do dwóch godzin to nie liczę nawet, bo nie ma z nimi problemu, ale właśnie takie 4 czy 5... Ugh! We wrześniu będziemy tak jechać w zestawie: Ewka, Wojtek, Tramal. Aaaaaaaaaaaaaaaaa

      Usuń
  10. Misiek kocha jeździć autem, zdarza mu się usnąć ale jak nie śpi to patrzy przez okno i jest cichutko jak myszka :)
    Rok temu 4h jazdy non stop przesiedział bez ani dźwięku ;)
    Ale od urodzenia auto to była frajda :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zazdrościmy! :)) Ja najbardziej tego "ani dźwięku" :D

      Usuń
  11. U nas sprawdzają się naklejkowe książeczki. A ostatnio Jeremi lubi obserwować i komentować świat za oknem. Olgo, a gdzie można zdobyć takie etui na kredki? Podglądam takie ciekawostki, bo szykuję się na szykowanie ;) wyprawki dla przedszkolaka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hm, nasze etui kupiła babcia w jakiejś sieciówce w Niemczech, ale - Hally szyje takie! I można materiały samemu wybrać :) Napisz do niej! Tu jej blog KLIK

      Usuń
  12. Samochodem to my malo co na dalekie wyprawy. Dwa razy nam sie zdarzylo i dwa razy w korkach stalismy. Dzieci tylko przesypiaja kiedy jest pora na drzemke i maz cyrkow z postojami robi, a uwiez mi robi. Ten drugi raz spali 10 minut z chyba 7h. Za pierwszym razem zrozumialam na czy polega ich dialekt, bo plyte z pingu przesluchalismy 3 razy pod rzad wtedy byl jeden i mial dwa lata, nawet nie byl zainteresowany wykleianiem czy czyms kolwiek), za drugim bylismy lepiej przygotowani. Dzieci tylko daly rade, bo byly w playmobilland i starszy byl tak zachwycony, ze nie narzekal, bo stwierdzil, ze jak chce jeszcze raz pojechac to nie moze. Tym razem powiem, ze do zestawu dolaczy tablet, bo jak latamy to on nam ratuje czas. I jak starszy potrafil godzinami podrozowac bez narzekania tak mlodszy nie usiedzi nawet godziny ;/
    pozdrawiam Edyta

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. My (na razie?) bez elektroniki typu przenośne dvd czy tablet, ale co innego podróż samolotem, gdzie nie masz możliwości stanąć, rozprostować kości, zjeść na spokojnie... Pewnie gdybym miała, to bym się ratowała :D

      Usuń
    2. My tez od niedawna, kiedy to sie okazalo, ze mlodszy z niezadowolenia moze przez 2h sie drzec, ze mu sie krzywda dzieje, bo mama chce, aby mial zapiete pasy przy starcie i ladowaniu. Tak mi bylo wstyd (chociaz slyszalam glosy, ze biedne dziecko, bo go uszka bola, a ja bardzo dobrze wiedzialam, ze to jest totalny bunt), ze stwierdzilismy z mezem, ze potrzebujemy innego wspomagacza niz ksiazeczka i kolorowanka. Chociaz powiem, ze mlodszy i tak to ma w czterech, za to starszy sie zajmie i nie musze sie martwic nim, ze mi biedak cierpi z powodu brata, ktorym musze byc nonstop zajeta. Chociaz on tez nie jest uciazliwy, ale trzeba go miec na oku i ciut usadzic w miejscu. Samochodem nie mielismy jeszcze okazji go wyprobowac, bo unikamy podrozy dluzszych niz godzina jak ognia. Nawet na wycieczke, ktora samochodem zajelaby nam 2,5h maz wybral pociag. Ten stoliczek mnie pociaga nie powiem, ale my to dziwni jestesmy i tylko w weekendy jezdzimy z dziecmi jak juz.
      pozdrawiam

      Usuń
  13. Ten stolik do samochodu to już naprawdę muszę kupić. Z Matyldą jeździmy dużo. Oczywiście audiobooki są fajne ale jak mama przez pół drogi opowiada przygody z dzieciństwa to Matylda jest w siódmym niebie.

    OdpowiedzUsuń
  14. my póki co robimy jedynie krótkie trasy z dwójką, przy czym utrudnienie jest takie, że oboje siedzą tyłem w fotelikach RWF, a my z przodu, więc możliwości choćby kontaktu wzrokowego mamy ograniczone. Wyposażyliśmy się w serię lusterek na nagłówki i jedno takie montowane na szybie, dzięki czemu możemy mieć dzieciaki na oku. Młody odkąd podróżuje wraz z siostrą spoważniał i zainteresowało go to, co za oknem, przez większość czasu wpatruje się więc w szybę (ale podkreślam, mam na myśli krótkie trasy, takie godzinne, dalej się jeszcze nie wybraliśmy), Kropka głównie śpi, płacze jedynie gdy czekamy na światłach :) A stolik Wasz bardzo mi się podoba mi chyba musimy coś takiego rozważyć na przyszłość.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja w niedalekiej przyszłości przesiadam się do tyłu, a Ewka idzie do przodu. Na jakiś, wcale nie tak długi, czas. Jeszcze sobie tego nie wyobrażam...

      Usuń
  15. nasze 3 kobitki przesypiają podróż :) a u Was to bajeczna podróż musiała być, tyyyle atrakcji! no pięknie :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Zazdroszczę TAKIEJ podróży.U nas każda najkrótsza (nawet taka do sklepu dwa skrzyżowania dalej) jest koszmarem.
    Dlatego samochodem nie jeździmy wcale :( naprawdę nie pamiętam kiedy ostatnio odważyliśmy się na taki wyczyn...
    Dlatego zazdroszczę wszystkim mamom, które nie wiedzą co to choroba lokomocyjna.
    Ja także na nią chorowałam, ale takiego stadium choroby jak ma Pola nie widziałam nigdy u nikogo :(

    OdpowiedzUsuń
  17. Ja do niedawna nie rozumiałam jak małe dziecko (tj. do roku czy nawet 2 lat) może nie spać w aucie! Ale dziecię nr 2 śpi tyle ile spałoby normalnie, a potem 'łeeee" i muszę się przesiąść ( o ile nie siedzę za kierownicą :/), a i to nie zawsze pomaga...
    Poza tym jak 2 lata temu jechaliśmy do Chorwacji (specjalnie na noc) to starszak lat wówczas 5 przespał max 2h z 12.... Wysiadłam z auta i byłam ledwo żywa...a ten dawaj zwiedzać okolice!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ewka niemowlęciem będąc budziła się na każdych światłach, jak czerwone było, oczywiście :) Może choć Wojtek będzie przesypiał podróże? Taaaa ;)

      Usuń
  18. Nasz Wojtek to towarzysz podróży idealny, nie płacze, nie marudzi, nie zrzędzi :) Wystarczą mu widoki za oknem, fajne piosenki albo i nie oraz ciekawa rozmowa i 3 godziny wytrzyma bez mrugnięcia okiem :) Ale z młodszą już nie jest tak kolorowo, 2 godziny śpi a potem krzyk, wrzask i ból głowy :/

    OdpowiedzUsuń
  19. my z mniejszym nie podróżujemy chociaż we wtorek jedzemy do lekarza i czekają nas2,5 godziny w aucie w jedną stronę i nie wiem jak to będzie a starszy podwóżuje bez problemu nic mu nie trzeba :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każde pozostawione słowo! :)