7 maja 2014

6 Pasja od dziecka - 5 lat Pikinini (rozwiązanie konkursu)


Po relaksującej lekturze opowieści na temat pasji dzieci całkiem małych i tych nieco większych - przyszedł czas na najbardziej niewdzięczny etap przeprowadzania konkursów - wybór zwycięzców... :) Równolegle, w dwóch domach, trwały rodzinne debaty. Było trochę obaw, że nasze decyzje będą tak różne, że będziemy miały problem z wypracowaniem kompromisu. Niepotrzebnie! Nie uzgadniając niczego wcześniej, wskazałyśmy te same prace. Kluczem okazała się różnorodność, kreatywność Uczestników, to coś, co nas zwyczajnie chwyciło za serce... Dziękujemy! A oto osoby nagrodzone w konkursie Pasja od dziecka - 5 lat Pikinini:

  • Joanna i Przemysław Promińscy 
    (nagroda: Tekturowy Domek na drzewie – Calafant KLIK)
  • Monika Krycka-Tasel
    (nagroda: Lalka do nauki anatomii, mała pacjentka Rosi – Sigikid KLIK)
  • Maja & Magda Hoffmann
    (nagroda: Zestaw do hodowli motyli Live Butterfly Garden – Insect Lore KLIK)
  • Marta Rusek-Cabaj
    (nagroda: Zestaw figurek Podwodna Ekspedycja – Wild Republic KLIK)
  • Joanna Bartkowska
    (nagroda: Muminkowe foremki do ciastek i pierniczków – Muumi KLIK)
  • Katarzyna Otłowska
    (nagroda: Książka Tove Jansson. Mama Muminków KLIK
    oraz Muminki. Zestaw 180 naklejek w różnych rozmiarach KLIK)

Poniżej znajdziecie część nagrodzonych prac konkursowych - pozostałe znajdziecie na blogu Pikinini KLIK Miłej lektury, zapoznawania się z filmami i oglądania zdjęć :)

***

Marta Rusek-Cabaj

Stanisław Jerzy Lec stwierdził kiedyś: „Chciałem powiedzieć światu tylko jedno słowo. Ponieważ nie potrafiłem tego, stałem się pisarzem.” Jego słowa mogłabym (i tak czynię, cytując przy okazji) odnieść do siebie: piszę bowiem, odkąd pamiętam.



Nie wiem, kiedy się zaczęło. Nie potrafiłam jeszcze czytać, nie potrafiłam pisać w rozumieniu dorosłych: nieznane były mi jeszcze literki i cyfry, co nie przeszkadzało w zapełnianiu kartek zeszytu w kratkę drobnymi znaczkami, swoistymi hieroglifami – moimi opowieściami… Z czasem dorysowywałam do „tekstu” ilustracje. Powstawały komiksy, powiastki ilustrowane, czasem wystarczyło mi rysowanie i wypowiadanie dialogów bohaterów na głos (w międzyczasie ołówek wirował na kartce papieru). Moja mama do dziś ma gdzieś pochowane te zeszyty: gęsto zapisane szlaczkami, historiami nie do rozszyfrowania już, niestety.


Czasem tekst wpisywała babcia lub tata: słuchali mnie cierpliwie, z kaligraficzną dbałością o szczegóły uzupełniali ilustracje o narrację. Potem sama nauczyłam się pisać i, z początku koślawo, kreśliłam swoje opowieści. Babcia brała do rąk plik kartek, zginała w połowie i łączyła zszywaczem – powstałe w ten sposób zeszyty stawały się moimi powieściami; potrafiłam zapełniać kilka takich arkuszy tygodniowo. Pisałam także wiersze (które deklamowałam na spotkaniach rodzinnych, bardziej zawstydzona niż dumna – wolałam chyba być czytana, nie słuchana ;)), tworzyłam dramaty, własne czasopisma... Na jedno ze standardowych pytań zadawanych dziecku: „Kim chcesz zostać, gdy dorośniesz?” bez chwili wahania odpowiadałam: „Pisarzem.” Tata zaskakiwał mnie, skanując moje ilustracje i przepisując moje powiastki na komputerze: gotowy plik drukował, spinał zszywaczami i oto w rękach trzymałam swoje pierwsze „wydane” książki. Byłam szczęśliwa, gładząc zadrukowany papier.


W szkole najbardziej lubiłam zadania związane z pisaniem, wymagające inwencji twórczej – pracowałam wtedy z przyjemnością. W liceum założyłam bloga i zaczęłam przygodę z fan-fiction: własną wersją wydarzeń przygód Harry’ego Pottera i spółki. W trakcie owych kilku lat blogowania poznałam kapitalnych ludzi, z którymi dzieliłam pasję. Rozmawialiśmy o literaturze, wymienialiśmy się doświadczeniami, pomagaliśmy szkolić warsztat. To na blogach z założonej przeze mnie Serii Rowling nauczyłam się pisać, to tam wypracowałam coś na wzór swojego stylu. Kiedy nie przyjęto mnie na studia archeologiczne, wiedziałam: czas postawić na literaturę. Dostałam się na kulturoznawstwo (bardziej od „gramatycznej” polonistyki wolałam bowiem kierunek poszerzający konteksty, odwołujący się do kultury w ogóle) i od pierwszego roku najbliższy był mi Zakład Kultury Literackiej. Następujące w trakcie studiów decyzje to była zwykła formalność. Tytuł uzyskany na licencjacie? Organizator instytucji życia literackiego. Magisterium z kultury literackiej. Obecnie, zaprzyjaźniona na dobre z Zakładem Kultury Literackiej, robię doktorat z baśni. W międzyczasie mój blog literacki (po przygodzie z fan-fiction postawiłam na własną twórczość) zdobył wyróżnienie w konkursie na Literacki Blog Roku 2011, publikowałam w uczelnianej gazecie, w dwumiesięczniku katowickiego ASP „Tuba”, na portalu narnia.pl… Aktualnie związana jestem z portalem StacjaKultura.pl (dział – jakżeby inaczej! – Kraina Słów) i Stowarzyszeniem Piórem Feniksa, które zrzesza młodych pisarzy (zajmuję się rekrutacją i recenzuję książki), jako wolontariusz działam dla wortalu Ryms. Pisanie wciąż jest bardziej pasją niż zawodem, bo prawie na tym nie zarabiam… W dalszym ciągu marzy mi się bycie „pisarzem” – zawodowym, utrzymującym się z tego, co sprawia mu największą przyjemność: snucia historii… Swoją miłością do Literatury staram się zarazić półtorarocznego synka; już teraz potomek lubi otworzyć książkę i przewracać strony – nawet jeśli nie mają żadnych ilustracji, przygląda się im zainteresowany, jakby podejrzewał, że skrywają przed nim jakąś opowieść. To chyba największa radość dla matki: gdy razem z dzieckiem wchodzi do czarodziejskiego świata, w którym wszystko jest możliwe. Gdy pokazuje swojemu malcowi, jak niezwykła może być wyobraźnia…


***

Joanna Bartkowska

Nie sposób patrząc na swoje dziecko nie zastanawiać się nad jego przyszłością.
Kim będzie? Jak odnajdzie swoją drogę? Co je będzie interesować? Czy będzie czuło się spełnione? Kiedy myślę o tym wszystkim, dźwięczy mi w głowie zdanie przypisywane Albertowi Einsteinowi: Nie posiadam żadnych specjalnych talentów. Jestem tylko namiętnie ciekawy...


Kryje się za nią nie tylko skromność, ale także świadomość, że za każdym wielkim odkryciem stoi pasja. Pasja, która wywodzi się z ponadprzeciętnej ciekawości i jej siostry - wyobraźni. Choć brzmi to cokolwiek górnolotnie, chciałabym, aby zdanie Einsteina towarzyszyło mi w wychowywaniu córki. Staram się każdego dnia zadawać jej pytania rozbudzające ciekawość,  stymulować do samodzielnego myślenia czy wręcz prowokować do obrony własnego zdania.


"Jak myślisz?", "Dlaczego?", "Co byś zrobiła?", "A co by było, gdyby...?" - te pytania często przewijają się w naszym domu. Czteroletnia Nina już dziś używa dzięki temu zwrotów takich jak np. "Sądzę, że...", "Proponuję...".  Na swój dziecięcy sposób analizuje, wnioskuje, podaje alternatywy, wyraża opinie.  Z dziesiątek naszych odpowiedzi rodzą się setki jej pytań. W końcu ciekawość staje się tym większa, im bardziej zdajemy sobie sprawę z ogromu obszarów do odkrycia.


Ale odwaga myślenia to nie jedyny składnik pasji - konieczne jest doświadczenie. Największą radością rodzica jest chyba obserwowanie radości, z jaką maluch doświadcza świata, doświadcza tego co nieznane.
Szukamy więc różnorodnych bodźców, nowych miejsc i atrakcji. Próbujemy wciągać ją w świat naszych pasji i pokazywać tematy, miejsca, zjawiska, które są dla nas ważne. Jednocześnie wiemy, że nie wolno przesadzać ze stymulowaniem umysłu. Dla dziecka codzienne zwykłe zajęcia bywają przygodą, jeśli tylko są realizowane z uważnym rodzicem.


Tak naprawdę przecież dziecko jest wcieloną pasją i radością życia. Mam nadzieję, że uda mi się dokarmiać tę ciekawość i wykrywać momenty, w których warto się zatrzymać i pochylić nad tematem na dłużej. To te momenty, w których zapala się iskra.


Dziś Nina z takim samym zapałem interesuje się ciałem ludzkim i leczeniem, gotowaniem i książkami kucharskimi, wyprawami z tatą i ostatnio ze zdwojoną siłą - baletem. Co będzie jutro? Nie wiem, ale jej zabawy i małe odkrycia wzruszają i cieszą. Są jednocześnie wielkim wyzwaniem i nauką. Przecież tak łatwo za mocno nacisnąć strunę, zwiększyć oczekiwania, próbować dostroić dziecko do swoich marzeń... Nie jest łatwo być bezstronnym towarzyszem w pasji. Ale przecież wyzwania rodzica wraz z wiekiem dziecka robią się coraz bardziej wymagające, ciekawe. I bezcenne.


***
Joanna i Przemysław Promińscy

Jesteśmy rodzina zastępczą. Przygotowaliśmy pracę konkursową z trójką naszych dzieciaków. Żeby było sprawiedliwie, w filmiku przedstawiliśmy pasje nie tylko naszych dzieci, ale i nasze ;) (potraktowaliśmy nasze talenty z przymrużeniem oka, liczymy na wyrozumiałość ;)). Konkursowy film zmontowaliśmy używając naszych rodzinnych zdjęć sprzed kilku lat i  fragmentów filmików nagranych przez nas jako dokumentację alternatywnych metod pedagogicznych jako wsparcia terapii dzieci w rodzinie zastępczej.


6 komentarzy:

Dziękuję za każde pozostawione słowo! :)