28 czerwca 2014

27 Tymczasem


Jak każda OCZEKUJĄCA, na tym etapie uprawiam życie na krawędzi. Niedyspozycja żołądkowa? A może to już znak, że zbliża się poród? Może to nie ten arbuz, co go właśnie zjadłam? Skurcz? Nerwowe zerkanie na zegarek. Czy się powtórzy? I znowu? I znowu? Czy regularnie? A ten skurcz(ybyk) to samotnik. Złapie, puści, pójdzie sobie. A czy nie obniżył mi się brzuch? Trudno stwierdzić. Wypięty zadek Wojtka raczej sugeruje, że brzuch zamiast się obniżać, jest coraz wyżej. Niebawem rozkwasi mi nos. Chyba. Waga lekko leci w dół? Moja może i tak, tymczasem on... Truskawki i rzodkiewka zbudowały u niego niezłą masę. Tyle powiem. Wynoszę śmieci z telefonem w kieszeni. Śmieci. 100 metrów od domu. Choć wiem, że to nie dzieje się jak w filmach. Pomiędzy trzecim a piątym krokiem nie zmienię statusu z rozwierającej się szyjki macicy w skurcze parte. W nocy budzi mnie każda zmiana pozycji. Prawy bok. Odpycham się ręką od łóżka, najpierw leci brzuch, potem ja. Lewy bok. Minął czwartek. Nie rodzę. Tymczasem lekarz docenił mój wesoły autobus na brzuchu. Uśmiechnął go trochę ten widok. Tak na chwilkę, bo on raczej dwieście procent koncentracji na monitorze. - No niech się pani umówi na za tydzień, nie widzę tego jeszcze, nie widzę... - mamrocze pod nosem. Który tatuaż wybrać na kolejną wizytę? Oto jest pytanie! Tymczasem przemalowałam paznokcie u stóp i nie patrzę w ich stronę. Bo mi się nie podoba. To nie patrzę. Jak tak się spojrzę, to będę chciała przemalować. Znowu. A po co to komu? Takie wygibasy? Jak się połknęło piłkę lekarską? Tymczasem stopa Wojtka regularnie dźga mnie w prawy bok. Biedna krewetka. Powykręcana taka. Głową w dół. Tymczasem spojrzałam. I przemalowałam. Ostatni raz? Tymczasem Wojtek nie lubi, jak opieram o niego książkę. I KTG też nie lubi. Tymczasem robię kolejną listę rzeczy do zrobienia. I skoro są na niej punkty - zatemperować z Ewą wszystkie kredki, to chyba jesteśmy gotowi. Na nowe. Tymczasem to ostatni ciążowy wpis. Bo ile można? :) Uściski dla Was, miłego weekendu. Tamten plan nie wypalił, zatem teraz to zamierzam nie urodzić przed 4 lipca. O!

27 komentarzy:

  1. Powodzenia życzę i niech Wojtek się zdecyduje kiedy chce wyjść :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Życzę Ci, żeby Wojtek wybrał najdogodniejszą porę ma wyjście, na przykład jak nasz Piątek. Zaczął się dobijać po 22 w poniedziałek, jak dzieci już spały. Urodził się o trzeciej w nocy i natychmiast wygoniłam męża do domu, żeby się przespał, bo rano dzieci do szkoły. Jak się dziatwa obudziła, tatuś był na miejscu, szczesliwy, z dobrą nowiną. Ominął ich widok matki trzęsącej się ze strachu i nerwowe zbieranie się do szpitala :)
    Czekamy na dobre wieści!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Perfekcyjny "tajming" :) Pozazdrościć. A wiesz? Tak myślę, że też szybko wywalę męża do domu, bo będę chciała, żeby Ewka była spokojna i "zaopiekowana" :)

      Usuń
    2. No właśnie, takie były moje pobudki. Zresztą, naciesz się sam na sam z syneczkiem ;)

      Usuń
  3. Cóż, my nie z tych czekających, oboje moich pociech urodziłam miesiąc przed terminem i scenariusz był ten sam: sączące się wody, skurcze, poród. Ale czekamy kz Wami i kibicujemy, by Wojtek pojawił się o dobrym dla Was czasie. Ja nigdy nie zapomnę uczuć, które mi towarzyszyły, gdy wychodziłam z domu do szpitala już ze skurczami.. Pożegnałam się z Synem wzruszona mocno wiedząc, że wrócimy do domu już z siostrą!

    OdpowiedzUsuń
  4. Ale fajnie ze udało znaleźć mi się twojego bloga. Jesteśmy prawie w tej samej sytuacji. Mój Staś oczekiwany przez wszystkich bo to mój aber ważą ciąża. Pierwszy termin na wtorek, drugi zgodnie z usg na sobotę. Wszyscy dzwonią, pytają kiedy... Moim marzeniem jest Juz. Także życzę powodzenia i czekam na nowości. Pisać o ciąży można dalej. Ten temat jest niewyczerpujący ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. wyobraziłam sobie jak się przekręcasz z boku na bok i boki zarywam :D :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Milcz, bezczelna kobieto :D Fala uderzeniowa, która po tym powstaje sprawia, że podskakują pozostali użytkownicy łóżka (w zależności od nocy - Ewka, M. i Tramal lub sam M., jeśli Tramal śpi na przewijaku ;))

      Usuń
    2. Brechtam się tu ale jeszcze z pół miesiąca i sama będę takie nocne fale wzburzać więc milczę, już milczę! :D

      Usuń
  6. Mnie też mój Wojtek w prawy bok nogą dźgał! Jak mnie to wtedy denerwowało! A jak później tego było mi brak!!!

    OdpowiedzUsuń
  7. To kolejny raz życzymy powodzenia i trzymamy kciuki :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Wesoło u Was ostatnio :) Wybacz, ale uśmiałam się, gdy wyobraziłam sobie,jak odpychasz się żeby bok zmienić ;) W tej sytuacji życzę tego 4go lipca. Btw ładna data ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Typowe :) Że wesoło. Znaczy się, że stres już duży! Na studiach, zawsze tuż przed egzaminami, dostawałam kompletnej głupawki. Sytuacja lubi się powtarzać ;)

      Usuń
  9. Normalnie poczułam jak się przekręcasz z boku na bok i uwierzyć nie mogę,że jeszcze nie tak dawno sama miałam tak samo.A teraz ta mała bestia co mi tak w kość dała przez całe 9 m-cy leży obok i taki to anioł kochany.
    Powodzenia:)))

    OdpowiedzUsuń
  10. Jak ostatni to życzymy powodzenia :) Trzymajcie się i siły życzymy :)

    OdpowiedzUsuń
  11. O kurczaki! Dobra jesteś. Sama pomalowałaś paznokcie u stóp? Ja nie dawałam rady nawet ich dotknąć, bo połknięta piłka lekarska mi na to nie pozwalała. ;-))))
    Może 7 lipca? Ja urodziłam się 7 i to jeszcze w niedzielę (i wcale nie jestem leniem! ;-P). 7 to szczęśliwa liczba. No! To powodzenia. :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sama, sama :) Brzuch między nogami i próba założenia stopy za głowę ;) Jakieś takie wygibasy i się udało. Ale do perfekcyjności pedicure to mi daleko ;)

      Usuń
  12. Mina lekarza na widok autobusu na pewno bezcenna :)

    OdpowiedzUsuń
  13. No proszę, a mój Wojtuś okazał się Alicją :) Trzymam kciuki!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Za to by okazał się... Igą? ;) Oj, bylibyśmy zaskoczeni!

      Usuń
  14. Proponuję każdy paznokieć w innym kolorze - Wojtek gust ma na takie bohomazy godził się nie będzie i wyjdzie zaprotestować :)))

    OdpowiedzUsuń
  15. Wojtuś jak widać na czas i się nie spieszy.
    jak Ty pomalowałaś pazurki mając brzuszek?! zawsze myślałam, że jak będę w ciąży (kiedyś), to mój partner będzie musiał przejść szkolenie w malowaniu. a jak nie, to będę chodzić do kosmetyczki (zawsze to jakieś rozwiązanie).
    cierpliwości życzę, powodzenia i szybkiego rozwiązania! pozdrawiam ciepło! (:

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tak... Pod kątem nogę trzymając :D I na raty! Da się, naprawdę się da :)

      Usuń

Dziękuję za każde pozostawione słowo! :)