4 sierpnia 2014

10 Pieniek i katalogowanie

Pierwsze czytanie. Podsłuchuję zza ściany (bo jak mama Basi, słyszę WSZYSTKO ;)):
- "Dzisiaj jest wtorek. A we wtorki Pieniek chodzi na spacery. Spacerując, można znaleźć mnóstwo fantastycznych rzeczy. Pieniek je zbiera. Zbiera i zbiera. I zbiera."
- Tato! To tak... Jak ja! - wykrzykuje Ewka.




Tak, tak. Tak jak ona*. Mało to razy słyszałam: - Jak nie będę mogła wziąć tego patyka do domu... To umarnę! Na zawsze! Mało to razy twierdziłam, że kolekcję patyków zwyczajnie wywiał sprzed naszych drzwi wiatr? ;) Trudno się Ewce dziwić, że Pieńka pokochała od pierwszego czytania. I jego przyjaciela Świerka. I babcię z dużego miasta, która ma same świetne pomysły. I to jego zbieractwo. Takie jej bliskie... Strony, na których widać na podłodze wszystko, co Pieniek znalazł - to nasza ulubiona rozkładówka. Przy każdym czytaniu odkrywamy (i nazywamy) coś nowego.



Pieniek nie tylko zbiera, ale i skrzętnie opisuje, segreguje, chowa do pudełek. Do czasu... Bo pewnego dnia kończy mu się miejsce! Co robić? Co robić? Jak to co? Zadzwonić do babci! To właśnie ona sugeruje wnuczkowi, by swoją kolekcję pokazał światu, by otworzył Muzeum Pieńka. A gdy jego zaczyna nudzić muzealna przygoda (bo ileż można stać w kolejce do własnej toalety!), podpowiada mu, jak poradzić sobie z nadmiarem rzeczy w domu.




I mądrze mu podpowiada (piszę to jako matka zbieracza :)). Robią wspólnie album. Pieniek robi zdjęcia swoich eksponatów, wywołują je, wklejają do albumu i opisują. Katalogują zbiory muzeum. Co z rzeczami, które zalegały w każdym zakamarku domu? Część Pieniek odkłada na swoje miejsce, te ładne i te, które mogą komuś posłużyć - trafiają do sklepu z antykami i na pchli targ, inne segregują i wrzucają do odpowiednich pojemników na odpady (lowam!), a te zniszczone... Pieniek zamienia w dzieła sztuki! Świetnie sobie poradzili z nadmiarem, nic tylko się od nich uczyć, prawda?




Pieniek otwiera muzeum, tekst i ilustracje: Åshild Kanstad Johnsen,
tłumaczenie: Milena Skoczko, Wydawnictwo Dwie Siostry KLIK

Co na to Ewa? Usiadła z tatą przy stole, wyjęli z książek liściowe skarby i stworzyli album. Jeszcze tylko podpisy... Gotowe :) Co na to ja? Po pierwsze jestem zachwycona tą krótką (dużo za krótką!) historyjką i pomysłami na "rozładowanie" dziecięcych kolekcji. Nie że sama na to nie wpadłam... Ale co innego wpaść, a co innego przeczytać dziecku, jak poradził sobie z sytuacją sympatyczny Pieniek :) Bo Pieńka nie da się nie lubić. Już od strony z tekstem "To jest Pieniek" wpada się w sidła, dalej sympatia tylko rośnie. A oczy odpoczywają. Bo nawet jeśli na jednej czy drugiej rozkładówce jest mnóstwo szczegółów i szczególików, jest również morze zieleni. Prawdziwa pochwała zieleni w tej książce :) Kojąco, miło, edukacyjnie. Lubimy!





* I jak Aston. Pamiętacie? KLIK

Ta tabelka (porównywarka cen) powyżej zawiera linki afiliacyjne. Oznacza to, że jeśli klikając w nią, dokonasz zakupu, to ja otrzymam z tego tytułu niewielką (bardzo niewielką) prowizję. Na waciki. Na przykład ;)

10 komentarzy:

  1. Oooo to coś i dla nas :) ja też mam takiego zbieracza! Wszystko się przyda :)

    OdpowiedzUsuń
  2. od razu pomyślałam o Astonie :) i ślina teraz cieknie na Pieńka... a co zrobić z nadmiarem książek? nie wchodzi w grę pchli targ, czy biblioteka, o nie nie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. My mamy ten sam problem! A Olga ciągle cuda pokazuje... Aj, większe regały musimy sobie sprawić;)

      Usuń
  3. Zabawny ten pieniek. I dla dorosłych przydatne są takie nauki. Co do dzieciaków to potrafią zadziwić zdolnościami do zbierania. Moja chciała żebym schowała gigantycznego kamienia do kieszeni (nie wiem jak go podniosła).Tak to z każdego spaceru przychodzimy z kamykami, kwiatami, listkami.

    OdpowiedzUsuń
  4. U nas na tarasie rośnie kolekcja patyków....bo każdy! to skarb i KONIECZNIE trzeba zabrać do domu...
    Fajowa książka!

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja, jeszcze w ciąży, zastanawiałam się co ta moja torebka taka ciężka! Co też to będzie jak dołożę do niej niemowlęce gadżety?!
    Pewnego wieczoru postanowiłam zajrzeć w głąb. Moim oczom ukazał się cudowny, pospacerowy kamieniozbiór, o którym zdążyłam zapomnieć :)

    OdpowiedzUsuń
  6. U nas nawet patyki po lodach są cenne :)
    Swietna książka, rozkładowka juz mnie wciągnęła....

    OdpowiedzUsuń
  7. My patyków nie zbieramy, raczej kamienie. Ale książka wygląda na fajną, więc musimy się z nią zapoznać:)

    OdpowiedzUsuń
  8. Właśnie dzisiaj zastanawiałam sie nad tą książką.... chyba kupię:)))

    OdpowiedzUsuń
  9. Takim pieńkiem jest też moja córa. Ona bardziej od patyków pokochała kamienie. Zbiera do słoika ale tylko te unikatowe , pojedyncze dzięki czemu jeszcze się odkopujemy ;)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każde pozostawione słowo! :)