2 kwietnia 2015

9 Jak przystało... (ballada o smutnym bucie)


Choć może nie ballada, bo i wierszowanego tekstu nie będzie i sama nie wiem, czy to takie niezwykłe wydarzenie... Nastrojowość? Dialogi? Może. Szczątkowe. Ale do rzeczy... Jak przystało na drugi dzień kwietnia (który lubuje się w przeplataniu), zza szyby obserwowaliśmy: ulewę, gradobicie, opady śniegu, śnieg z deszczem i piękne słońce na niebieskim niebie. M. wrócił z pracy i oznajmił: - Dziś spadło u nas więcej śniegu, niż przez całą zimę... No spadło, choć nie utrzymało się. Bałwana już nie ulepimy, sanek też raczej nie opłaca się wyjmować z piwnicy. W przedpokoju stoją śniegowce. Pogrążone w rozpaczy. Szlochające suchymi łzami. Uwierzycie, że stoją tam od grudnia i że Ewa miała okazję założyć je tylko raz? I pomyśleć, że w grudniu przyszło kilka zimniejszych dni i spanikowałam, że nie mamy butów na śnieg. Panika nie trwała jednak długo, bo Coqui przysłało nam zielone termobuty. Ewa miała testować. Miała śmigać w nich na sankach. Robić orły w śniegu (czy inne tam aniołki). Biegać w zaspach miała. Z takimi czerwonymi polikami, z przemoczonymi rękawiczkami... Bitwa na śnieżki miała być! Tymczasem... W lutym spadł śnieg (wcześniej też był przez jeden dzień, ale wtedy Ewa była chora). Niewiele. I przed końcem dnia już tego puchu nie było. Te zdjęcia dokumentują ten dzień. Nie ma testu, bo jak powiedzieć coś więcej o butach, które nosiło się przez jeden czy dwa dni? Poza tym - po co komu test śniegowców w kwietniu? :) Tak - są lekkie i wygodne do zakładania. Tak - odpowiada mi ich sportowy wygląd. Tak - Ewka na nie nie narzekała. Przez jeden dzień. Więcej nie wiem. Mogę tylko Was odesłać do wpisu o kaloszach Coqui - te znamy już dobrze i nadal nam służą KLIK.


Jak przystało na drugi dzień kwietnia świętowaliśmy Międzynarodowy Dzień Książki dla Dzieci. Ewa przynosiła mi stertę książek, bo nie mogła zdecydować się, która jest jej najulubieńszą. Trochę o tym rozmawiałyśmy, sporo rozmyślałam o tym, które tytuły dla mnie są ważne i czy moje wybory pokrywają się z jej wyborami... Czasami :) Ale jest taka jedna książka, którą ja bardzo lubię, a ona w ogóle. Jest jej obojętna. Złamała mi tym serce! ;) Muszę w końcu pokazać ten tytuł na blogu... Bardzo jestem ciekawa, jaka jest Wasza ulubiona książka dla dzieci... Wasza. Nie Waszych dzieci. Dzieci to nawet mieć nie musicie, żeby odpowiedzieć na to pytanie :) To co? Jaka jest Wasza ulubiona książka dla dzieci? To stare wydanie? Coś współczesnego? W języku polskim?




9 komentarzy:

  1. Ależ ta pogoda nie może się zdecydować, albo świeta pomyliła:( A książki dla dzieci mamy ulubionych mnóstwo i trudno by mi było wybrać tą jedną. Zapraszam do mnie na bloga tam jest kilka z nich:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Sceny z Życia Smoków. Jednak. Nadal.
    Jeśli mam wymienić tylko jedną.... choć to ograniczenie boooooooli.

    OdpowiedzUsuń
  3. Kilka tygodni temu wydawnictwo Usborne zorganizowalo kiermasz ksiazek w placowce. Do tej pory zwykle kojarzylam ich z ksiazkami pelnymi naklejek typu wyklej sobie krajobraz, ubeirz ksiezniczke, etc. A tu sie okazalo, ze oferta jest bardziej roznorodna, a Dynia wydlubala niezla perle. http://www.usborne.com/catalogue/book/1~S~SH~6418/look-inside-your-body.aspx
    W tej ksiazce, czego nie widac na zdjeciach, jest pelno klapek (?). Podnosi sie jedna, pod nia jest kolejna, a pod ta czesto nastepna. wszystkie zawieraja ciekawe informacje na temat ludzkiego ciala. Dynia sfiksowala na stronie z jelitami (jak powstaje kupa!)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wydaje mi się, że to za sprawą tej książki moje młodsze dziecko pyta podczas posiłków: a to zamieni się w kupę, tak? a to zamieni się w siusiu, tak? Tak! ;)

      Usuń
  4. Jeśli mam wybrać jedną, to zdecydowanie będzie nią nieśmiertelny jak dla mnie "Kubuś Puchatek" A.A.Milne. U Fiołka na półce stoi wydanie, które ja sama czytałam będąc w podstawówce :) Pozdrawiam i czekam na wpis o wspomnianym przez Ciebie tytule.

    OdpowiedzUsuń
  5. oooo to bardzo trudne pytanie... podeszłam do półki moich chłopaków i z trudnością wybrałam cztery :) każda wzbudza inne emocje, więc możliwe, że za godzinę, jutro wybrałabym inne. Moje ulubione (kolejność przypadkowa):
    Tort urodzinowy - Sven Nordqwist
    Coś tu się nie zgadza! - Ralf Butschkow (w bardzo złym stanie, więc nie tylko moja ulubiona)
    Kamyki Astona - Lotta Geffenblad
    Mr Big - Ed Vere (z ciuchmatu po angielsku)
    I tu kończę, bo zaraz coś dopiszę.

    OdpowiedzUsuń
  6. Ojoj zbyt trudne pytanie. Jednej nie wybiorę. Ale jest książka z dzieciństwa, która jest ze mną do dziś i często do niej wracam, to Mały Książę.

    OdpowiedzUsuń
  7. Z książek z dzieciństwa to chyba będzie Karolcia, a z obecnej biblioteczki to Rusinkowe "Wierszyki Domowe", ale dzieci przed każdym (!) wieczornym czytaniem dyplomatycznie przeoczają tę książkę. Hugo niezmiennie kocha swój atlas ze zwierzętami, a Matylda wiersze Brzechwy.

    OdpowiedzUsuń
  8. Uff ciężko zdecydować się na jedną książkę ,mam ich tak wiele,ulubionych ....ale gdybym miała wybrać ta jedną NAJ ....to myślę że byłaby to Marry Poppins ....ale wszystkie części ��

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każde pozostawione słowo! :)