5 listopada 2015

8 NieKsiążki #7

Kiedy ponad pół roku temu w naszym domu pojawił się Kolorowy trening antystresowy, pomyślałam, że długo nie kupię tego typu NieKsiążki. Nie dlatego, że mnie kolorowanki rozczarowały, bynajmniej. Po prostu w tych książkach jest TYLE do kolorowania, a doba wciąż tak rozczarowująco krótka... Mimo że Ewa bardzo mi pomaga - pół roku (czy nawet osiem miesięcy) to za mało. Dzielnie oparłam się wydanej przez Naszą Księgarnię Inwazji bazgrołów, choć bardzo mi się podobała. Starałam się nie widzieć Tajemnego ogrodu i Wysp. Tylko zauważyłam, że i Burda wydała kolorowanki. I odwróciłam wzrok widząc Połącz kropki, serię wypuszczoną przez Grupę Wydawniczą Foksal. I już miałam zamiar być z siebie dumna, że taka jestem asertywna, że te książki tak mnie zachęcają, a ja taka stanowcza. Taka rozsądna! Umiarkowana w kupowaniu i kolorowaniu! Już miałam. Ale gdzieś na półce sklepu z zabawkami, kiedy czekałam (przeczekiwałam) na koniec gonitwy między półkami... Światło odbiło się od jednej z okładek książki. Dosłownie. Odbiło się. Okładka była srebrna, lustrzana. Spojrzałam na tytuł: Stworzenia duże i małe. Wydawnictwo? Arkady. Plusk. Wpadłam. Jak śliwka w kompot.








35 plansz*. Na każdej zazwyczaj mieści się osiem zwierzaków. Ponad 250 gatunków! Do poznania, pokolorowania, sprawdzenia, jak to wygląda w naturze, wyszukiwania dodatkowych informacji, przeczytania podstawowych. Ja jestem zachwycona. Zawartością, ale i ogólnie wydaniem - srebrzystą okładką, grubą tekturą na końcu, by wygodnie się kolorowało w każdych warunkach, klejeniem grzbietu w sposób, który umożliwia bezpieczne wydzieranie stron, marginesami, żeby nic się nie zniszczyło, gramaturą papieru. Piękna, przy okazji bardzo edukacyjna, kolorowanka. Polecam na prezent dla dużych i małych.








I jeszcze jedna kolorowanka. Złocenia na okładce, wewnątrz prawie sto stron, w większości przypadków wypełnionych zwierzakami, ale i na rośliny znalazło się miejsce. Już bardziej kolorowankowo, a mniej edukacyjnie. Równie uroczo. I tylko kolorów kredek i mazaków tak mało, zbyt mało... ;)

Królestwo zwierząt. Książka do kolorowania, ilustracje: Millie Marotta 

* Wydawca zachęca, by po pokolorowaniu planszę wyciąć i oprawić. To niezły pomysł, ale boję się powiedzieć o tym Ewie. 35 ramek...

8 komentarzy:

  1. A ja tak patrzę na te ilustracje i chyba bałabym się je kolorować. Takie piękne! Aż strach je dziecku dać.
    Ale pomysł mam, żeby je akwarelkami potraktować (przez matkę, której malowanie nieźle idzie) i na ścianę dać te naj, naj. A dziecku ze dwie strony dam, żeby nie było, że wyrodna matka ze mnie ;)

    PS. Strony grube? Przyjmą farby?

    OdpowiedzUsuń
  2. oglądałam ostatnio w księgarni książki-kolorowanki. cudowny pomysł, świetna sprawa, ale doba dla mnie za krótka, więc nie kupiłam. ale podziwiam, bo nawet na insta wszyscy szaleją (;
    pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  3. Mój koszyk na czytam.pl pęcznieje... Chyba mam już prezent dla każdego, a nawet po dwa, do Świąt możesz już nie pisać ;-))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. polecam jeszcze nieprzeczytane.pl, moje ostatnie odkrycie...

      Usuń
    2. Też dużo dobrego o nieprzeczytane.pl słyszałam, jeszcze nie miałam okazji zamawiać, ale zamierzam. Bardzo niedługo zmierzam :D

      Usuń
  4. Królestwo zwierząt przepiękne. Sama bym chętnie zasiadła do kilku kolorowanek, a potem jak najbardziej na ścianę, choć kilka... Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  5. Czaderskie :) wszędzie widzę ostatnio tego typu kolorowanki. Wszyscy tak zachwalają, że chyba w końcu i ja się odstresowyważ zacznę :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każde pozostawione słowo! :)