12 listopada 2015

17 Pierwsze czytanki

 


Siedzi i kombinuje. - T-O-R-T. T-O-R-T - zerka na nas. A my jak gdyby nigdy nic, coś tam robimy, rozmawiamy, ale te uszy to aż czerwone od nasłuchiwania. - Rety? - patrzy pytająco. - Tort - mówimy po prostu. - Tort - powtarza, kiwa głową. Przygląda się kolejnym wyrazom. Coraz śmielej, z większą ciekawością, sama zaskoczona, gdy czasem z trzech literek wyskoczy kudłaty KOT. Albo pojawi się przytulny DOM. Pierwsze czytanki - wszystko przed nami, wszystko przed nią.




Niesamowite móc to obserwować. Te momenty olśnienia. Pierwsze, mniej lub bardziej pokracznie, składane wyrazy. Te czytane, te pisane. Przybiegła taka dumna. W małym zeszyciku narysowany naszyjnik, który dostała od dziadka, podpisane - AMULT. - Mamo, ja to usłyszałam, wiesz? Usłyszałam, jak to się pisze! Amulet! - mówi podekscytowana. Zjadła jedną samogłoskę, ale co tam, skoro usłyszała! Jaki to ogromny wysiłek - te litery, sylaby, słyszenie, składanie, czytanie, pisanie... Niewiele pamiętam z moich początków, oj niewiele.




Jedno jest pewne - "za moich czasów" takich książeczek nie było. A może się mylę? Może te biblioteczne półki niewystarczająco dokładnie poznałam? Nie mam pewności. Ale kojarzy mi się, że pomiędzy kilkoma na krzyż książkami z rymowankami dla maluchów a pierwszym szkolnymi lekturami - nie było nic. Nie było krótkich, ciekawych opowiadań, kolorowych i z dużą czcionką. Były? Ja uczyłam się czytać na komiksach fotograficznych o Kwapiszonie (co przypomina mi, że wypadałoby kupić Ewie wydane przez Wydawnictwo Miejskie Posnania O Kwapiszonie, niezwykłym Poznaniu, tajemnicy listu i...). I to moje najwcześniejsze z czytaniem wspomnienie. Kwapiszon. Butenko.




W serii Pierwsze czytanki wydawanej przez Centrum Edukacji Dziecięcej do tej pory ukazało się osiem tytułów. Pierwsze cztery znamy z naszej osiedlowej biblioteki, kolejne mamy już na własność. Niewiele ponad 30 stron, proste zdania, duża czcionka, kolorowe ilustracje, cena - poniżej 10 zł. Na kilka minut z rodzicami. A może już samodzielnie? :)
 



Jak to dobrze mieć wybór. Kiedy od czasu do czasu wpadłam do księgarni - w oczy rzucała mi się seria Czytam sobie KLIK (na końcu wpisu), potem - w malutkiej bibliotece - znalazłam Pierwsze czytanki z Centrum Edukacji Dziecięcej. Kilka dni temu zobaczyłam, że tego typu książki wydaje również Debit, Skrzat czy Book House (teraz Zielona Sowa). Jak to dobrze mieć wybór... Nie mogę się doczekać jej pierwszej samodzielnej lektury. A Wy? Pamiętacie swoją? :)







17 komentarzy:

  1. fajne ciekawe! a znacie serie czytam sobie wyd egmont? fajna też na pierwsze czytanki. Mają 3 poziomy

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. o kurcze faktycznie na samym końcu - przemineło mi to jakoś i w ogóle nie zauważyłam tego ostatniego paragrafu! chyba powinnam na blogi wpadać nie jak mi się zamykają oczy ale jakoś o świcie ihihhi

      Usuń
  2. Ojej super :)
    Ciekawe jak to będzie u nas ;)
    Swietne czytanki ;")
    www.kolorowe-usta.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. my znamy o jabłonce Antka, i do czytania i z mądrym przesłaniem :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Odkrywam w naszej bibliotece pelne regaly ksiazek do czytania dla debiutantow. Zgodnie z pruskim porzadkiem ponumerowane, posegregowane na stopnie zaawansowania, podzielone na poziomy. Te z najnizszego poziomu maja w zdaniach obrazki, ktore miejscami zastepuja slowa. O, tak jak Connie:

    http://www.buecher.de/shop/kinder--jugendbuecher/conni-geschichten-zum-lesenlernen/boehme-julia/products_products/detail/prod_id/33355205/

    Ciekawa jestem, jak to bedzie sie dalej toczyc :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Odnoszę wrażenie, że w Polsce te rozwiązania - obrazki zamiast niektórych słów w zdaniu - są mało popularne. Spotkałam się z tym zaledwie kilka razy. Tymczasem w niemieckich księgarniach, i jak się okazuje bibliotekach - całkiem często je widać. Moim zdaniem są w porządku :) A propos Connie - jak Ci się czyta o jej przygodach? Pytam o język.

      Usuń
    2. Nie pytaj! :-))) A Bebe to juz wcale nie pytaj :-)
      Zle wspominam okres, gdy Dynia przed narodzinami Biskwita sfiksowala na tytule 'Connie i nowe dziecko'. Z mojej perspektywy, jezyk dretwy i bez fantazji i cieszylam sie, ze to nie ja czytam. Ale z drugiej strony moze to chodzi o prosta informacje, typu: 'Tata i wuj Andreas zlozyli lozeczko. Mama uszyla kocyk.'
      I gdy juz myslalam, ze zapotrzebowanie nie wroci, Hauptcioteczka lub grupa rowiesnicza pokazala Dyni, ze sa filmy o Connie. Dostepne w internetach. To byly ostatnio ciezkie dwa tygodnie, ale znow przycichlo. Licze, ze zapomniala.
      Punkty dla Connie przyznac nalezy za to, ze jest na kazda okazje. Naprawde, wychodzi naprzeciw wszelkim oczekiwaniom. Mamy wiec: Connie dostaje kotka, Connie jezdzi konno, Connie uczy sie plywac, Connie piecze pizze, Connie u dentysty i wreszcie, Connie idzie do szkoly. Z tej ostatniej to ja czerpalam wiadomosci na temat systemu :-) Gdybyz tak jeszcze troche polotu i gietkiej frazy...

      Usuń
    3. A zapytałam, by się upewnić :D Ja bardzo cierpię przy czytaniu... Lubię to jak Connie/Zuzia wygląda, jej pasiastą bluzkę, kucyka przewiązanego wstążką, to że jest tyle tych tematów do wyboru, że kosztują niewiele... Ale język... Zastanawiałam się, czy to tłumacz zawala, redakcja... A to po prostu takie jest :D

      Usuń
    4. Tak! Takie niemiecko solidne, praktyczne i bez zadnych jezykowych fanaberii! Basia nie dogadalaby sie z Connie :-)

      Usuń
    5. A wiecie, to niesamowite - mam przyjaciółkę, która woli Zuzię od Basi - to jest przedmiotem mojej głębokiej psychoanalizy od dawna:)

      Usuń
  5. Prosze: https://www.youtube.com/watch?v=TSNvGkFCsHM
    :-))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oglądamy, jak u dziadków jesteśmy :D

      Usuń
    2. W domu staramy sie zachowac rownowage miedzy angielska i niemiecka telewizja. Ale widze zmieniajace sie trendy. Raz bardziej popularne jest CBBC, ostatnio do lask wrocila Kika, moze dlatego wlasnie, ze tam leci Connie?
      (Najbardziej irytuje mnie w tej niemieckiej dzieciecej TV brak podzialu na programy dla malych i wiekszych. Tu Teletubisie, a za chwile jakies Pokemony w filmie pod tytulem 'Grill z ufoludka na planecie Smierci!'. Nawet herbaty sobie czlowiek nie zrobi w spokoju, bo nie wie, czym zaraz TV zamacha dziecku przed okiem :-)
      Ale ostatnio mialam zdarzenie mistyczne. Wlaczam CBBC, tam Tracy Beaker. Dynia jeszcze nie ogarnia niuansow serii. Mamy ksiazki, ale to jeszcze nie ten etap. Poprosila wiec, zeby przelaczyc na Kika. A tam... Tracy Beaker z niemieckim dubbingiem. O ja cie krece! ta globalizacja! Ale moze to oznacza, ze jakosc niemieckiego kanalu TV dla dzieci troche sie poprawi od takiego importu :-)

      Usuń
  6. Jesteśmy na tym samym etapie:) Lenka lubi "Lenkę i magiczne drzewo":)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każde pozostawione słowo! :)