22 lutego 2016

4 Wielkie małe książki



Powolna lektura pozwala smakować książkę, powracać do tych jej partii, które wywoływały jakieś szczególne doznania. Naturalną potrzebę powolnej lektury unicestwia ciągły pośpiech - pośpiech, by więcej z siebie dać, by szybciej się przemieszczać, by więcej zakupów robić jednorazowo, szybciej wypoczywać, szybciej kroczyć ścieżką awansu zawodowego i szybciej osiągać wyznaczone cele. A gdzie długie jesienne i zimowe wieczory, w czasie których przez całą zastygłą w bezruchu wieczność bajarze, bajarki, wędrowcy i gawędziarze prawili baśnie? Małe dziecko każe czytać sobie lub opowiadać wciąż od nowa te same historyjki: baśnie, bajeczki, scenki z życia rodzinnego albo z życia zwierząt. To pozwala mu na zagłębienie się w świecie przedstawionym, powracanie do postaci i przeżyć, do zdarzeń i prawd, które za zdarzeniami tymi się kryją. 
 Jeśli mam być szczera - nie zawsze mi to powolne czytanie wychodzi. O ile czytanie dziecku na dobranoc faktycznie celebrujemy, bawimy się intonacją, robimy przerwy na wytłumaczenie jakiegoś słowa czy z uwagą przyglądamy się ilustracji, o tyle czytanie sobie nie wygląda już tak optymistycznie. Gonitwa myśli przeszkadza - trochę spraw do dokończenia, zaplanowanie kolejnego dnia. Albo zmęczenie, takie zwykłe, po całym dniu. Może chociaż kilka stron? Albo - jeszcze lepiej - wędrówka po indeksie tytułów i czytanie na wyrywki? I tak czytam już - dwa miesiące? Stoi na parapecie, tuż przy fotelu. Czasami przeczytam większy fragment, innym razem przyglądam się wszystkim ilustracjom. Albo czytam same cytaty i próbuję - nie podglądając - odgadnąć tytuł książki. Nie, nie nudzę się. Nie czyta się źle. Bynajmniej. Nie spieszę się, to nie jest jeden z punktów jakiegoś postanowienia, ile książek przeczytam w tym roku. Nie chcę przez nią biec na przełaj. Truchtam sobie. W moim tempie. Wszak lektura tej książki to jeden kroczek w kierunku spełnienia mojego marzenia, prawda? Jej Autor jest związany z Wydziałem Polonistyki UW, na którym studiować można podyplomowo na kierunku Literatura i książka dla dzieci i młodzieży. A jeśli te studia chwilowo nieosiągalne - czytam.
"Profesor Grzegorz Leszczyński - historyk literatury, badacz i krytyk literatury dla dzieci i młodzieży – dzieli się swoją miłością do książek dla młodego czytelnika, stawiając już na początku niemal hamletowskie pytanie: „Nie czytać? Czytać?”. I prowadzi czytelnika od kołysanek, przez poezję liryczną dla dzieci, rymowanki dydaktyczne i baśnie po literaturę fantastyczną. Na licznych przykładach pokazuje, jak przez lata rozwijała się literatura dla dzieci, wokół czego się ogniskowała, uświadamia, jakie bogactwo nosimy w sobie, mając w pamięci lektury dzieciństwa." - to opis z WWW wydawnictwa. I jak tu nie czytać? :) Jak tu nie skorzystać z okazji do spotkania? W najbliższy czwartek (25 II 2016), w Centrum Kultury ZAMEK w Poznaniu o godz. 18.00, odbędzie się spotkanie z prof. Grzegorzem Leszczyńskim, które poprowadzi Joanna Olech. Spotkanie to odbędzie się w ramach całorocznego programu ZAMEK Z KSIĄŻEK. Z kolei o 15.15, tego samego dnia, w Salonie Mickiewicza (IV piętro Collegium Maius, ul. Fredry 10) można będzie wysłuchać wykładu Joanny Olech - Ściąganie krzepi! Pożyteczna ściągawka z nowej literatury dla młodych. Na oba wydarzenia się wybieram. Słyszycie wirusy i bakterie? Wara od naszej rodziny! Mam bardzo ciekawe plany na czwartek :)  






PS Streszczać książki nie zamierzam, nie da się, po prostu. Ale nie mogę się powstrzymać, by wrzucić jeszcze jeden fragment. Często go sobie przypominam, domyślcie się dlaczego :)
Więc... po co to wszystko dziecku czytać? Po nic. Sztuka jest po nic, poezja jest po nic, po to, żeby była, żebyśmy mogli - my, dzieci, i my, dorośli - cieszyć się nią, zanurzać się w jej świat, w którym ciotka, "zacna i słodka", została ostatecznie zdetronizowana. Dydaktyczne wierszydła przepadły, została czysta radość, która zwyciężyła świat, została poezja, która nie uczy, nie wychowuje, nie nakazuje i nie przestrzega, tylko "śmieszy, tumani, przestrasza" i jednoczy we wspólnej lekturze, wspólnej zabawie i wspólnym śmiechu. Wszyscy jesteśmy w tym kabarecie, wszyscy, o ile dystans do nas samych na to pozwoli, o ile "zrzucimy z ramion płaszcz Konrada", płaszcz dorosłej wszechwiedzy i świadomości "pożytków" lektury, o ile śmiejemy się beztrosko z tych samych "bzdurzeń", z tych samych językowych zakrętasów, z tej samej beztroski wyobraźni, które prowadzą w zaświaty realizmu, wprost ku czystej radości śmiechu, zabawy, żartu, parodii i satyry.
Wyróżnione cytaty pochodzą z książki:
 Wielkie małe książki. Lektury dzieci i nie tylko, Grzegorz Leszczyński, Media Rodzina 

4 komentarze:

  1. Wyśmienite plany na czwartek. Chętnie wybrałabym się z Tobą, ale wyjazd do Poznania planuję dopiero na maj:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A w marcu jeszcze Targi Książki dla Dzieci i Młodzieży, może i nie za wielkie, ale jakie sympatyczne :)) W maju? Na urodziny Ewki? ;P

      Usuń
    2. Targi na pewno fajne, a że mniejsze, to nawet lepiej, kameralniej, cieplej:)
      W maju na długi weekend, ale to jeszcze plany niepotwierdzone.

      Usuń
  2. Czytam dokładnie w takim samym tempie od kiedy moje dwa małe kluchy przyszły na świat... A kiedyś książki pożerałam w całości i zawsze mi było mało. Tęskno mi za tym zachłannym czytaniem.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każde pozostawione słowo! :)