4 lipca 2016

14 Coś się kończy



I już. Szast-prast. Trzy lata przedszkola minęły. Dawno, dawno temu robiłam powakacyjny album. Na jednej z ostatnich stron zdjęcie - chmurna, zaspana Ewa. Włos w nieładzie, mina niewyraźna, mimo że przed nią stoi babeczka. To był pierwszy poranek przed przedszkolem. Tym pierwszym, które ostatecznie opuściliśmy nieco ponad miesiąc później. Najnowszy album Printu, który znalazła w kartonowym tornistrze kilka dni temu, nie zawiera kadrów z posępną miną. Są przedszkolne wycieczki, najlepsze koleżanki, panie nauczycielki, warsztaty kulinarne i różnego rodzaju przedszkolne uroczystości. Jest mnóstwo wspomnień! A że kadry ciemne, nieostre, ujęcia nie takie... Takie były, takie są. Cieszę się, że są! Przez trzy lata regularnie przeglądałam stronę WWW przedszkola w poszukiwaniu zdjęć, na których jest Ewka. Zapisywałam je na dysku. Wszystkie wizyty Mikołaja, imprezy z okazji Dnia Matki, bale... Chwilę przed zakończeniem roku przedszkolnego poprosiłam nauczycielkę Ewy o udostępnienie mi kilku plików w większym rozmiarze, niż te dostępne na stronie internetowej. Miałam też kilka własnych ujęć. I te z urodzin kolegów! Uzbierało się. Po pierwszym porannym oglądaniu, kolejnym popołudniowym, i jeszcze jednym, i jeszcze  - wiem, że ten prezent to był strzał w dziesiątkę. Ona się tego nie spodziewała, to była ogromna niespodzianka, która wywołała na jej twarzy szeroki uśmiech. I ten tytuł! Ewa w przedszkolu. Czytała go wiele razy, pokazywała książkę babciom i ciociom, a teraz znalazła dla niej honorowe miejsce - na półce-wystawie.






Do kartonowego tornistra (przepis na niego znajdziecie TU, mój jest dużo większy) wrzuciłam też cudnej urody spinkę od bardzo uzdolnionej internetowej cioci Bożeny (Mamfrieli na FB KLIK, na Insta KLIK), kłódkę z Tigera (bo na szkolnym korytarzu są szafki), książkę Zuzia idzie do szkoły muzycznej (tak, Zuzia, nadal niezbyt lubię to, jak opisywane są jej przygody, ale ten wybór tytułów na każdą okazję!) i frędzle na kierownicę roweru (nie ma to jak spełniać marzenia, swoje, z dzieciństwa ;D). I tak teraz myślę... Jaki znak postawić między jej radochą po tym, jak zobaczyła tornister i jego zawartość a moim szczęściem, kiedy szykowałam to wszystko przez kilka wieczorów. Równości. To byłby znak równości.



14 komentarzy:

  1. Ale jak to jest w ogóle możliwe?! i że już?
    Jeszcze mi powiesz zaraz, że Rysiek sam włada łyżką, zakłada buty i używa zdań wielokrotnie złożonych i zupełnie mi się świat zawali.

    Kiedy to się stało?!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rysiek doskonale włada tylko ręką w gipsie (no bez komentarza), zakłada buty rodziców i uparcie nie mówi. Ale zanim się obejrzysz, będzie kończył przedszkole, zobaczysz! I Grudka też :*

      Usuń
    2. ?!?!?! - to do ustępu pozostawionego bez komentarza. Żądam Ryśkonjusów w obrazkach, choćby sztuk jeden! Rysiu to pewnie jeden z tych, co jak ma coś powiedzieć to pełnym zdaniem. Tylko poczekać. Grudka zaś w czterech narzeczach, w tym czwartym - własnym - najbieglej i na okrągło, również przez sen. #TakŹleISiakNiedobrze

      Usuń
    3. No nie wiem, Bebe. Zważywszy na to, że w sobotę na dodatek rozciął sobie wargę i wygląda jak Tomasz Adamek po przegranej walce... Ja Ci wyślę foto, a Ty zawiadomisz władze? ;D Wieczorem Ci coś poślę :*

      Usuń
  2. Czniam lyzki, buty i zdania wielokrotnie zlozone... ale jesli powiesz, ze Lucek sam do toalety deponuje to wtedy znienawidze cie znienawiscia wielokrotnie zlozona :P

    (Zlamal sobie reke w ramach solidarnosci z Effka?)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kaczko, no proszę Cię. Do toalety to on może jedynie deponować autka i telefony. On do każdej zawartości pieluchy tak przywiązany, że zabieranie jej wiąże się z jego bezdenną rozpaczą i stresem pourazowym u mnie.

      (Mamy tu rozdział dotyczący ciągów. Najpierw kot i lewa łapa. Amputacja. Ewka i lewa ręka. Nie amputowali, gipsowali. Wojtek i lewa ręka. Wciąż jest, zagipsowana. Trochę boję się tej wyliczanki. Lubię swoją lewą rękę...)

      Usuń
  3. Scena za kilka(dziesiąt) lat:
    I mając już swoje dzieci, zwłaszcza takie co będą kończyć przedszkole, Ewa wyciągnie z sentymentem album, spinkę (która jakimś cudem przetrwa te lata), popłynie łezka w oku i zasiądzie na kilka wieczorów, aby zrobić taką niesamowitą pamiątkę swoim maluchom :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W spinkę wierzę, przetrwa. Ale jeśli album będzie oglądany tak często - nie wiem... ;D

      Usuń
  4. Olga jestes mistrzynia! Przepiekny pomysl i prezent :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ech, zazdro i szacun. Ale podczas gdy rodzice pstrykają foty na przedszkolnych występach, ja...patrzę. Czy Piątek nie wybebesza komuś torby, na przykład ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja w maluchach próbowałam robić foty, potem mi przeszło - za ciemno, za dużo emocji, urodził się Wojtek ;D Pstrykałam na dwóch imprezach plenerowych i raczej po części oficjalnej ;) Za to uzyskałam specjalizacje w wypatrywaniu rodziców, którzy focili i nękaniu ich ;D

      Usuń
  6. Przeczytałam i siadłam do komputera, żeby zgrać zdjęcia Syna z przedszkola. Taka gapa ze mnie. Dzięki za przypomnienie o tak ważnej rzeczy!

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każde pozostawione słowo! :)