26 października 2016

4 Ahoj, piraci! Ahoj, przygodo!*


Poszarzało, mgły przyszły, jakby bardziej mokro i na pewno trochę zimniej. No i ciemność nadchodzi szybciej... To co? Wyjmujemy gry! Rozsypujemy puzzle! Chlapiemy farbami! Ahoj, przygodo!
Nowa propozycja od Wydawnictwa Egmont przyszła w samą porę. Stęskniliśmy się już za wspólnym czasem nad planszą i nie mogliśmy się doczekać rozgrywek. Wieczorem przeczytaliśmy instrukcję Ahoj, piraci! i rozłożyliśmy planszę. Wyjęliśmy pionki. I wtedy się zaczęło... Wojtek niczym tornado wpadł na stół (sic!) i porwał wszystkie statki. Bo musicie wiedzieć, że mocną stroną gier z Egmontu są właśnie pionki - w tym konkretnym przypadku: drewniane statki. Kapitan Wojtek przejął wszystkie i zatopił paluchy w skarbach. I tak zakończyła się rozgrywka. Niestety.




Czy można nam się dziwić, że na wiadomość o wyjeździe chłopaków na weekend zareagowałyśmy entuzjastycznie? W planach były puzzle, gry i wszystkie-rzeczy-których-nie-można-robić-z-Wojtkiem. Jadłyśmy też czekoladę, choć akurat przy tej czynności Wojtek wspaniale współpracuje. Póki ma po jednej kostce w każdej łapie i co najmniej dwie w buzi... Oczywiście. I pojechali. A my ponownie rozłożyłyśmy planszę.



W skrócie - gra polega na tym, by wypłynąć z portu i wrócić do niego z łupem. Żeby nie było tak prosto, aby wygrać trzeba mieć w porcie co najmniej dziewięć skarbów, ale statek może przewozić ich maksymalnie siedem. Żegluje między wyspami, a symbole na nich wskazują, ile może lub MUSI załadować skarbów. Bywa, że statek jest przeładowany i się wywraca, tracąc większość skarbów. Bywa, że drugi statek czyha na jego skarby. Czasami pojawia się tornado... Są emocje! Ale, ale - ale nie podczas rozgrywki w dwie osoby. Kurczę, no! Tak czekałyśmy na rozgrywkę i zabrakło nam jednej osoby do lepszej zabawy. Gra w dwie osoby traci dynamikę, ci piraci wtedy tacy uprzejmi, mieszczą się na jednym polu, abordaże takie sporadyczne. Czekamy na kolejne rozgrywki, póki co w trójkę; pewnie wieczorową porą, jak pirat Wojtek odleci, znaczy się odpłynie ;)
Ale ogólnie - fajna. Plansza z ruchomą strzałką, cztery drewniane statki z miejscem na skarby (jakie ćwiczenie dla małych paluszków - to ładowanie skarbów), 64 krążki skarbów, znacznik tornada (z maluchami można grać bez opcji tornada) i drewniana kostka. Statki przeżyły atak pirata, mimo że ten próbował wyrwać im żagle. Są solidne, podobnie jak akcesoria do gry w Dzielne myszki.


* W temacie piratów - Ewa to fanka Rabarbara, animacji Jake i piraci z Nibylandii oraz matematycznych zagadek w opowieściach z Bractwa-piractwa :)

4 komentarze:

  1. u nas też rozgrywki kończą się tak samo... Natalka ostatnio zepsuła nam całą rozgrywkę Carcassonne... :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Oj i dla nas gry planszowe to cudo! Uwielbiamy z Julią i czekamy, aż nasz Kuba będzie mógł grać z nami :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Zęby sobie ostrzę na tych piratów. Ostatnio jakoś przycichło z racji na Pokemony, ale mieliśmy swojego czasu przesyt totalny Jake'a i pirackich klimatów. Ale Kluska w tym roku idzie na bal karnawałowy jako piracka księżniczka, więc ARRR!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ha! Tosiul był piratką na balu Halloweenowym (z naszytą czachą na bluzce). A gra wygląda super, dopisałam do naszej listy marzeń prezentowych...

      Usuń

Dziękuję za każde pozostawione słowo! :)