1 grudnia 2016

13 Święta dzieci z dachów


Chwilę przed północą, na moment przed pierwszym grudnia, z pociągu wysiada troje dzieci. To Mago, Stella i Issa. Właśnie uciekli z domu dziecka. Stoją w ogromnym holu dworca w Sztokholmie i rozglądają się. Mago liczy, że niebawem zajmie się nimi jej tata, właściciel kopalni złota w Afryce Południowej. Pisze do niego listy, bardzo dużo listów. Tymczasem na dworcu spotykają grubego staruszka, żebraka, który zbiera na jedzenie...



Tak to się wszystko zaczyna. Wielka przygoda trójki uciekinierów. Dom dziecka, ucieczka, żebrak, bezdomne dzieci, głód, jakby tego było mało - pojawia się także temat przemocy, picia rodziców... Nie dajcie się zwieść, nie dajcie się wystraszyć. Mimo że niektóre tematy są tak ciężkie, że nie sposób zostawić ich bez wieczornej rozmowy z dzieckiem i utulenia go do snu - to naprawdę piękna, ciepła opowieść. O miłości, przyjaźni, wolności i wierze.


 
Ilustracje trochę takie ciemne, odrobinę niepokojące. Nie każdy je polubi. Przy pierwszym czytaniu pomyślałam, że jednak wolę te z Cebulki. Ale kiedy już zamknęłam książkę, wzruszona opowieścią  doszłam do wniosku, że wszystko tu jest na miejscu. Te ilustracje do tej historii pasują. Niby straszno, niby smutno, ale w powietrzu unosi się zapach kakao, szafranowych bułeczek, zupy z dzikiej róży (z bitą śmietaną i migdałowymi ciasteczkami!), ryżu na mleku z cynamonem. A do soku wrzucane są rodzynki :) Wydawać by się mogło, że z tymi wszystkimi tematami będzie niewygodnie, ale jest... przytulnie, bardzo przytulnie.



Na początku są tylko te dzieci, nowe w mieście. I dzieci z dachów - cała banda brudnych, często głodnych, w podartych ubraniach. Ale od razu wiadomo, że nic się nie dzieje bez przyczyny, że to spotkanie, ten przyjazd do Sztokholmu to początek. Nie, nie będę Wam streszczać fabuły. Przygotujcie się na odrobinę świątecznej magii (spotkacie Buske, Hyske i Fnyske - trzy skrzaty z lasów na Północy, dowiecie się, gdzie ostatnio spędzali czas napowierzni bieguni), trochę literackich odniesień (Karlsson, czy pojawi się tam Karlsson?), nawet na zagadkę kryminalną bądźcie gotowi (i kombinujcie, dedukujcie, rozmawiajcie)! I przede wszystkim na dobre zakończenie. Nie mogło być inaczej...


Święta dzieci z dachów, tekst: Mårten Sandén, ilustracje: Lina Bodén, tłumaczenie: Agnieszka Stróżyk, Wydawnictwo Zakamarki KLIK. Spora (25 x 27 cm) książka w twardej oprawie z 24 rozdziałami - do czytania w grudniu, jeśli wystarczy silnej woli - po jednym rozdziale dziennie ;)

PS 1/24 Tym wpisem nieśmiało rozpoczynam grudniowy cykl #kalendarzotymze, jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem - codziennie, aż do Wigilii, będzie pojawiać się nowy wpis.

13 komentarzy:

  1. zakamarki, jak zawsze, niezawodne. można kupić w ciemno:)

    OdpowiedzUsuń
  2. "Święta ..." planowałam zakupić, lecz nie zmieściłam się w czasie. Dotrą do nas nieco spóźnione. Dziś natomiast ruszamy w kolejną już podróż z "Cebulką" i "Wierzcie w Mikołaja". Już nie mogę doczekać się wieczornego czytania. One też czekają niecierpliwie :)
    Zakamarki najlepsze!!!
    I ja planuję u siebie na blogu cykl kalendarzowy :) Jednak chyba bardziej z duszą na ramieniu, aniżeli nieśmiało ;)
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. My natomiast nie mamy i nigdy nie czytałyśmy "Wierzcie w Mikołaja"! Musze sprawdzić, czy w naszej ukochanej bibliotece mają :)

      Usuń
    2. Koniecznie sprawdźcie. Klimat zupełnie inny niż u "Cebulki" (mniej realistyczny, bardziej baśniowy), ale emocje te same (!). Ehhh... ten magiczny grudzień :)

      Usuń
    3. my właśnie czytam "wierzcie w Mikołaja", z biblioteki raczyńskich, Olga! trochę moja wierząca córka przerażona, ale własnie... te zakamarkowe książki mają jakąś magię w sobie.
      "cebulkę" też kocham.

      Usuń
    4. moja w kwestii wiary - wciąż poszukująca ;) Jak znajdę w biblio na Wildzie, na pewno wypożyczymy :)

      Usuń
    5. Mam jeszcze pytanie odnośnie tego przepięknego papieru do pakowania prezentów. Skąd ci on?!!!!!

      Usuń
    6. Och! Niestety niedostępny w mej okolicy. (Szlocham nochala zamaszyście rękawem ocierając)

      Usuń
  3. Och, Cebulkę ubóstwiam! Generalnie uwielbiam książki tego wydawnictwa, więc sięgam po nie w ciemno. Tej jeszcze nie mamy z Jasiem, ale to tylko kwestia czasu.

    OdpowiedzUsuń
  4. A wiesz, ze Cebulka aka Zwiebelchen aka Lilla Lok ma zupelnie inne ilustracje w niemieckim wydaniu. Ciekawe czemu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Teraz wiem! Guglam i oglądam :) Złe nie są, ale jednak wolę te Marii Nilsson Thore... :)

      Usuń
  5. Zakochałam się w tej książce. Jest prawdziwie magiczna.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każde pozostawione słowo! :)