8 czerwca 2021

7 Emocje. To, o czym dorośli Ci nie mówią (konkurs)

Nuci mi się cały dzień „pomyślała, no tak - znów ten schemat się pcha”. Nuci mi się bardzo, zupełnie nie wiem dlaczego. Na pewno nie dlatego, że niedawno miała premierę książka, która jest częścią serii. Bo choć schemat ten sam, to jego powtarzalność wzbudza same dobre emocje. Nie narzekam, że znowu, ba, cieszę się, że z tyłu książki wyczytałam, jaki będzie tytuł kolejnej części. Dejcie, biere, wyczytamy każdą literkę, zatrzęsiemy brzuchami przy żartach, każdą ilustrację zanalizujemy. Toż to świetne, znowu świetne. I mam dla Was też jeden egzemplarz! Z autografami!

Emocje. To, o czym dorośli Ci nie mówią, Publicat, otymze.pl

Emocje. To, o czym dorośli Ci nie mówią, Publicat, otymze.pl

Emocje. To, o czym dorośli Ci nie mówią, Publicat, otymze.pl

Emocje. To, o czym dorośli Ci nie mówią (tekst: Boguś Janiszewski, ilustracje: Max Skorwider, Wydawnictwo Publicat)

Po wirusach, klimacie, kosmosie, mózgu... przyszły emocje. Czyli co właściwie? Jak to wszystko działa, że odczuwamy smutek lub radość. Po co to komu? Ogarniać to, czy dać sobie spokój? Wiele pytań, ale i wiele odpowiedzi, wskazówek i porad. Czy można w wieku 10+ zatopić się w lekturze książki popularnonaukowej na długie chwile, chcieć do niej wracać i wypatrywać kolejnych części? Można, w naszym domu ten duet autorów to gwarantuje. Kolekcja się powiększa, aktualnie mamy 7 tytułów wydanych przez Publicat, brakuje jednego, ale... już zamówiony, jako upominek na koniec roku szkolnego.
Nic, tylko się cieszyć, że syn Bogusia Janiszewskiego zadawał tyle pytań, że umęczony ojciec postanowił napisać książkę. Jak to mówią - zażarło. Z pomocy skorzystało wielu rodziców i dzieciaków. I zaczęło wyczekiwać kolejnej części, i kolejnej, w rozmowach tylko wzdychając, że wspaniale by było, gdyby tak wyglądały szkolne podręczniki. Już to pisałam, ale powtórzę. Ogrom wiedzy, tekstów wyjaśniających różne pojęcia i ilustracji, które te wyjaśnienia wspierają lub pełnią funkcję zabawnego przerywnika. Ciekawie i atrakcyjnie podana wiedza, nie tylko dla dzieci, naprawdę. Sprawdźcie.

KONKURS


Pod koniec maja słuchałam audycji Przysobocie Krystianka Hanke w 357 - gościem był Boguś Janiszewski. Słuchałam z radością, słuchałam ze smutkiem - bo mowa była m.in. o szkole. O tym, jaka jest, jaka bywa, jaka powinna być. Wtedy właśnie wymyśliłam, jakie zadam Wam pytanie. Zadanie konkursowe kierowane jest do rodziców lub osób pracujących z dziećmi i polega odpowiedzeniu na pytanie (tutaj, na blogu, pod tym wpisem, w komentarzu, jeśli nie macie konta z widocznym e-mailem, zostawcie go również w komentarzu - ukryję wszystkie adresy @ po zakończeniu konkursu) - co Was zaskoczyło pozytywnie w szkolnym doświadczeniu "pandemicznym"? Narzekanie przychodzi łatwiej, szczególnie na ten ostatni rok, ale czy na pewno było tak czarno? Czy na pewno nie ma nic, za co czujecie wdzięczność? A może wręcz przeciwnie - było świetnie, zachwyciliście się czymś, nauczyciele Wam zaimponowali, tak, że nawet nie wiecie od czego zacząć? Dajcie znać. Na odpowiedzi czekam do poniedziałku 14 czerwca 2021 (godz. 23:59). Kolejnego dnia ogłoszę, do kogo wyślę książkę. I poproszę o adres do wysyłki (poczta lub paczkomaty, na terenie Polski).

Dziękuję za wszystkie komentarze! Musiałam się posiłkować domową maszyną losującą (karteczki + dłoń dziecka), bo zwyczajnie nie wiedziałam, którą odpowiedź wybrać. Książka poleci do... b...t@interia.pl. Gratuluję, już piszę do Ciebie wiadomość!
PS Usunęłam komentarze z samymi adresami e-mail, za tydzień ukryję wszystkie konkursowe komentarze.

Emocje. To, o czym dorośli Ci nie mówią, Publicat, otymze.pl

Emocje. To, o czym dorośli Ci nie mówią, Publicat, otymze.pl

Emocje. To, o czym dorośli Ci nie mówią, Publicat, otymze.pl

Emocje. To, o czym dorośli Ci nie mówią, Publicat, otymze.pl

Emocje. To, o czym dorośli Ci nie mówią, Publicat, otymze.pl

Emocje. To, o czym dorośli Ci nie mówią, Publicat, otymze.pl

 PS Oczywiście egzemplarz konkursowy nie walał się w upalny dzień w parku. Dla Was mam drugi, nowy, wypoczęty po drzemce w szafie.

7 komentarzy:

  1. Ja pewnie będę w mniejszości i z niepopularnym podejściem, ale generalnie nie oceniam tego szkolnego pandemicznego doświadczenia negatywnie. Spędziłam 8 miesięcy obecnego roku szkolengo z 11 letnią piątoklasistką i z pracą zdalną. Największy pozytyw? CZAS! Czas dla nas jako dla rodziny, czas dla niej na pasje i zainteresowania. Wspólne wolniejsze śniadania, wspólny obiad, na "długiej przerwie" ploteczki czy pogaduchy między lekcjami. Jej popołudnia ukierunkowane na to, co kocha i w czym się spełnia. Nadprogramowe godziny/ dni w stajni. Bo nie trzeba do szkoł dojechać i z niej wrócić, bo można dłużej pospać. Społecznie? - fakt, szkolne przyjaźnie poszły trochę w odstawkę, ale pozaszkolne psiapsi były u nas ciągle albo córa była u nich. Edukacyjnie szkoła córki mocno ogarnęła temat, wiec nie było nadrabiania po powrocie. Jest za to dużo większa płynność i samodzielność technologiczna. W ogóle mam wrażenie, że pojawiła sie u nas taka większa samodzielność edukacyjna - wyszukać, znaleź, zrobić itp. Niekoniecznie chciałabym to doświadczenie powtórzyć :), niemniej jednak widzę, że jako rodzina skorzystaliśmy - m.in emocjonalnie właśnie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

      Usuń
  2. Hej, mnie zachwyciło, że dzieci uczą się organizacji czasu, same są odpowiedzialne za swoje decyzje, czy być na zajęciach, kiedy wykonać zadanie, czy uaktywniać się na lekcjach online. Zaskoczyli mnie tez nauczyciele - polonistka, która zawsze daje radę, przełamuje swój opór przed zajęciami online, stara się jak najmocniej znormalizować zajęcia, a jednocześnie zawsze docenia zaangażowanie dzieci. Pani z biologii, zawsze przygotowana, z fantastycznymi prezentacjami, zaciekawi tematem każdego. Brawo

    OdpowiedzUsuń
  3. Na pewno córka bardzo rozwinęła swoje pasje do rysowania. Ostatnio miała czas tyle kartek zapełniać w przedszkolu (wtedy codziennie wracała z poważna kupka zarysowanych kartek - aż opiekunki pytały czy możemy jej specjalnie na ten cel kupić karki do drukarki bo w 2 tygodnie sama zużyła zapas przeznaczony dla całej grupy na 3 miesiące). Teraz co chwile prosiła o nowy szkicownik. Nauczyła się tez tego co szkoły nie uczą czyli samodzielnego wyszukiwania informacji w internecie. Czy to jak coś narysować co jej sprawiało problem czy tez informacji do szkoły czy po prostu jeśli chciała się czegoś dowiedzieć. Co jednak wydaje mi się najważniejsze stała się odważniejsza w kontaktach z nauczycielami. Z cała pewnością jest to efekt braku kontaktu twarz w twarz ale w chwili gdy nauczycielka spytała klasy jak się podobała lektura ona odważyła się powiedzieć ze jej się nie podobała, ze była to kolejna w tym roku lektura bez ciekawej żeńskiej bohaterki której rola nie kończyła się na byciu ratowana przez mężczyznę lub na byciu ładna i grzeczna.

    OdpowiedzUsuń
  4. Pierwsza klasy szkoły podstawowej i pandemia z obowiązkowym nauczaniem zdalnym przez sporą część roku szkolnego? To nie mogło się udać, a jednak... Chociaż narzekałam, bo bywało trudno (musiałam pracować z domu, nie miałam możliwości wziąć tzw. opieki) dziś mogę powiedzieć, że los wiedział, co robi. To był dobry sposób na adaptację do nowej sytuacji - przejścia z przedszkolego świata zabawy do szkolnego świata obowiązków (i zabawy, ale w zdecydowanie mniejszym stopniu, niestety). Moja córka z maleńkiego przedszkola trafiła do niezbyt dużej, ale znacznie większej szkoły. Z 25 dzieci w całym przedszkolu zrobiło się ponad 300, pierwsze tygodnie przed pójściem do szkoły i dni września okupione były dużym stresem z jej strony. Potem nauczanie zdalne najpierw starszych klas i wszystko się uspokoiło. Pierwszoklasiści poczuli się w szkole lepiej, spokojniej, pewniej bez asysty, obserwacji i niestety docinek starszaków. Tygodnie w domu też oceniam na plus - kilka z placówce, kilka z rodzicami... Osobiście uważam, że tak powinno wyglądać wprowadzanie maluchów do szkoły, zwłaszcza publicznej.

    OdpowiedzUsuń
  5. Prócz własnych dzieci (lat 10 i 12), miałam pewne pole do obserwacji w postaci uczniowskiego grona (niezbyt licznego, bo szkoła niewielka). Okazało się, że nawet ci młodsi potrafią być obowiązkowi. To często my, helikopterowi rodzice, wyręczamy, nadzorujemy. I nie jest to trzymanie ręki na pulsie, które ważne i potrzebne jest nawet i w przypadku nastolatków, ale taka typowa nadopiekuńczość. Nie jest łatwo to wypośrodkować, ale gdy się uda – to stan niezwykle cenny.
    Poza tym wzajemnie uczyliśmy się obowiązkowości i systematyczności – jeśli zadane, to sprawdzone, no i oczywiście – najpierw – jeśli zadane, to zrobione, przesłane. Starsza pociecha miała z tym problem – bo wydawało się, że termin do jutra czy do późniejszej godziny, bo nie wszystko się załączyło... Taka „miękka” lekcja obowiązkowości przydaje się w życiu na kolejnych etapach. W szkole, stacjonarnie, coś tam może umknąć, zdalnie wszystko ma być odesłane w terminie i w końcu zaczęło to być mobilizujące, w końcu udało się wyrobić tę systematyczność.
    Poza tym nastąpił przesyt „technologią” - komputer przestał kręcić, z jeszcze większym zapałem rzucono się na... książki!:) Przeczytane zostały wszystkie te domowe, które czekały na lepsze czasy, wrócono do tych najulubieńszych, bez przerw na szczęście działały biblioteki, więc na szczęście było co czytać!:)
    Pojawiły się inne rozmaite aktywności – rysowanie, gimnastyka – i tak do tej pory są one pielęgnowane. I jeszcze taka życiowa kwestia;) - trudno nam było doprosić się o większą dbałość o porządek. Nigdy nie było to jakieś przesadne żądania, ale i tak w mniemaniu pociech – zbyt wielkie... Do czasu, gdy trzeba było się w tym swoim otoczeniu prezentować. Okazało się, że można i warto chwilę na to poświęcić, by nie świecić oczami...;)
    W pracy z moimi podopiecznymi postawiłam na efektywne wykorzystanie czasu – zadawałam pracę „domową” nie jako sztukę dla sztuki, maksymalnie celowo, by przećwiczyć, utrwalić; jak najwięcej robiliśmy wspólnie i powtarzaliśmy na koniec zajęć, na początku następnych, tak by wszystko się utrwaliło, ugruntowało.

    blakcent@interia.pl

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każde pozostawione słowo! :)