25 lutego 2015

15 (R)ewolucja. W kuchni.


Znowu wpis o kuchni! O kuchnia! Kto by pomyślał?! Że ja? Że o kuchni? Ponad osiem lat temu - kiedy pakowałam rzeczy do kilku toreb i wyprowadzałam się prawie 400 kilometrów od rodzinnego domu, żeby zamieszkać z M. - przyjaciółka dała mi kilka kartek związanych sznurkiem. A na nich przepisy... Całe szczęście nie chciała mnie obrazić i pominęła przepis na gotowane ziemniaki i jajko sadzone, ale uwierzcie mi - na tych kartkach były przepisy na naprawdę proste, niewyszukane potrawy. Na przykład na zapiekankę makaronową z pomidorowym sosem. Nie umiałam jej zrobić. Ale miałam ściągę :)



A potem, jakoś na urodziny, dostałam Kuchnię polską. Też od Agaty. I się zaczęło - z pewną taką nieśmiałością... Pierwsze gołąbki, pierogi, kopytka. Czasem wychodziło lepiej, często gorzej. Co ja się nawściekałam przy ugniataniu ciasta, które się lepiło. Albo było suche. Po prostu NIE TAK. Ciasta - zawsze tylko "jednomiskowe". Żadne tam warstwy, kremy, masy. Zmiksować, upiec, zjeść.




Minęło kilka lat. Wirtuozem nie zostałam. Ani garnka, ani patelni ;) Podstawy poznałam, czasem ośmieliłam się sięgnąć po przepis wymagający więcej pracy, ale... powiało nudą. Doszłam do etapu, że myślenie o tym, co będzie na obiad, planowanie, szykowanie - katorga. Kiedy przyjeżdżali rodzice, zawsze prosiłam o jedno - żeby obiad przywieźli. Kiedy intensywnie chorowaliśmy, kiedy byłam w połogu, bez okazji... Obiady od mamusi zawsze najlepsze. To się nie zmienia. Chociaż... Tata ostro goni mamę! A to niespodzianka! :)



Ale wracając do nudy w kuchni. Agata (po raz trzeci!) jakiś czas temu rzuciła przez telefon nazwę bloga JADŁONOMIA. Sprawdziłam. I "poznałam" Martę. Onieśmielające to wszystko dla mnie było. Te jarmuże, soczewice i cieciorki... Ale i ciekawe. Czytałam, w zakładkach lądowały linki i... nic się nie działo. Miałam chęć wypróbować kilka przepisów, ale na chęci się kończyło.



Gwiazdka 2014. Pod choinką prostokątny, spory prezent. Ciężki. Wiem, co to jest, bo poprosiłam Gwiazdora o Jadłonomię w wersji książkowej. Moja (r)ewolucja trwa. Stoję po kostki... w kuchni roślinnej, ale zamierzam wejść głębiej. Mam w domu lubczyk, cząber, wędzoną paprykę. Fasolę, soczewicę, groch, dużo czosnku i cebuli. UŻYWAM tego wszystkiego. Często. Zachwycam się pastami, zajadam buraczanym ciastem, zarażam tym zachwytem. Książkę przywiozłam do rodziców i wrócę już bez niej. Zamówię drugą! Raz - bo naprawdę mnie inspiruje, dwa - jest piękna. Trzy - oszałamiająco pachnie drukiem ;) Dzięki, Dziewczyny! Gdyby nie polecenie Agaty - nie wiem, kiedy bym trafiła na Jadłonomię, gdyby nie przepisy i fotografie Marty - w mojej kuchni nadal wiałoby nudą. I to nudą w wersji średnio zdrowej. Dzięki, Dziewczyny!




Jadłonomia, tekst i fotografie: Marta Dymek, Wydawnictwo Dwie Siostry KLIK

PS O mnie w kuchni pisałam też tu KLIK. I tu KLIK :)

15 komentarzy:

  1. Ach, ja w tej Twojej kuchni przytulnie :) zakochałam się w cieciorce już jakiś czas temu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A to kuchnia moich rodziców :) W ich imieniu - dziękuję ;)

      Usuń
  2. No, jakbym o sobie czytała! Moja mama i siostra klną na mnie, że gotować nie lubię (co nie znaczy, że nie umiem ;)), bo one z tych co dwudaniowe obiady podają i jeszcze deser na koniec. A ja z przyjemnością oddaję mężowi kuchenną pałeczkę na weekendy. I one chyba tego scierpiec nie mogą ;) Nudzi mnie takie codzienne gotowanie, wymyślanie obiadów i stanie w kuchni. No i ja wolę zdrowo a mąż już niekoniecznie. Ale po-wo-li zaczynam mieć z tego przyjemność. Zwłaszcza jak uda się zrobić coś zdrowego i pysznego. A jak w niedzielę podałam gościom buraczane ciasto to nikt uwierzyć nie mógł że to z warzywem jest. I zniknęło w jeden wieczór ;) Moja Jadlonomia już w drodze. Jutro powinna być ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Uwielbiam Jadłonomię w wersji blogowej. Na papierową ostrzę zęby.
    Planuję zrobić wkrótce ciasteczka z soczewicy i masła orzechowego właśnie z Jadłonomii. Czyż to nie zaskakujące połączenie?
    Ale przepis jest tak banalny, że spodobał mi się bardzo. I przypuszczam że Tobie też się spodoba :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ładna kuchnia i ładna książka, kupię na pewno. U kresu zimy rośinie potrzeba zieleniny. Powodzenia w kuchennych eksperymentach.

    OdpowiedzUsuń
  5. Hej no zaszuszony por i roszponka (?) - fantastyczne!!! ;) A z kuchnią i u mnie podobnie. Bo 10 lat temu to ja się szykowałam na biznesłumen a nie na matkę-zdrowogotującą-karmiącą-wielodzietną ;) Wszystko dzięki dzieciom i rodzinie! Ten rozwój oszałamiający ;P W kuchni! ;) Pozdrawiam, ach!

    OdpowiedzUsuń
  6. Oooooo!!! Cudownie! :)
    Wersji ksiązkowej nie mam, od dawna jednak korzystam z przepisów Marty :) Zawsze wszystko wychodzi :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Chciałam napisać, że jak na osobę, która mało gotuje, to całkiem sporo masz sprzętów w kuchni, ale doczytałam, że to kuchnia rodziców.;) Książkę mam, podziwiam, wącham i z nią gotuję. Zaskoczyła mnie grochówka, o której nigdy nie pomyślałabym, że może smakować bez mięsa.:) Pycha! Powodzenia w kuchennych podbojach.:)

    OdpowiedzUsuń
  8. Też myślałam że kuchnia wasza:P
    Jadłonomie zakupiłam ale jeszcze nic nie upichciłam bo zawsze mi jakiegoś składnika brak. A że mieszkam na wsi to tutaj o nikeórych rzeczach nawet w sklepie nie słyszeli:) Muszę się zaopatrzyć w sklepach internetowych i zacząć przygodę z gotowaniem:))) Mam szczególną ochotę na pasztet z selera, na burgery i sałatkę z marchwi:)

    OdpowiedzUsuń
  9. Choć koktajle z buraków i malin oraz domowej roboty humus nie są mi obce, tak takich kopytek - nie potrafię.... ani krupniku...ani tradycyjnej pomidorowej....nie mówiąc o rosole. Mów mi eksperyment. Ta książka jest dla mnie :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Zobiłam dzis pralinki z Jadłonomii i mam teraz niebo w gębie!!!

    OdpowiedzUsuń
  11. Oj ostatnio ta książka często wpada mi w oczy. W mojej ulubionej księgarni wyświetla się nawet na pasku jako jedna z najczęściej kupowanych. Oj to chyba nie przypadek...aż mam teraz chęć na ten pasztet, zwłaszcza, że z soczewicą bawię się od czasu, gdy moja pierworodna zaczynała przygodę z jedzeniem i muszę powiedzieć, że jej smak wszystkich zaskoczył.

    OdpowiedzUsuń
  12. Olga, pierwszy raz widze Twoja kuchnie! Ze smakiem ją użądziłaś :)
    A ja nie znałam tego bloga... a wiele kulinarnych mam w ulubionych. Zaraz zerkam ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. Masz piękną kuchnię. Ja polubiłam gotowanie dopiero jak przeprowadziliśmy się na swoje, a tak zawsze to mama albo teściowa w kuchni rządziły, teraz mam swoją i cieszę się jak małe dziecko kiedy zrobię coś co smakuje mężowi i synkowi:)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każde pozostawione słowo! :)