1 lutego 2017

6 Komiksy. Wierzchołek

Z komiksami to mam tak, że im więcej o nich czytam, im więcej ich poznaję - tym większą mam  świadomość mojej niewiedzy. Widzę jakiś wierzchołek, który jest jednym z wielu! Dodatkowo jest mgła, smog, pełne zachmurzenie i akurat leci sterowiec. Tyle widzę. Malutką część. I jeszcze - zanim Ewa nauczyła się samodzielnie czytać - miałam ogromny problem z czytaniem komiksów na głos (o czym pisałam TU i TU, naprawdę mam z tym problem)! I właściwie dopiero teraz, malutkimi kroczkami, wchodzimy w świat komiksów. Nie czytam na głos. Ona czyta sama, ja czytam sama, Wojtek przegląda. A co czytamy?
 





Tim i Miki: W Krainie Psikusów (scenariusz: Dominik Szcześniak, rysunki: Piotr Nowacki, kolor: Sebastian Skrobol, Wydawnictwo Ongrys). Historia mrożąca krew w żyłach! Bo jak inaczej nazwać sytuację, w której znikają wszyscy rodzice małych dzieci? No chyba że ta historia dzieje się w krainie, w której wszystko jest na opak, wtedy ta historia jest... rozgrzewająca?
Za szafą a dokładnie między szafą a ścianą i pod parapetem. Dokładnie tam jest przejście do niesamowitego świata - Krainy Psikusów/Krainy Na Opak. Właśnie tam wybierają się Tim i Miki. I tam spotykają Kapitana Marszczybrewkę, który wcale nie jest straszny; napadają ich buziakowcy, którzy mieli być najbardziej przerażający z przerażających, ale nie są... Ale nie będę tu opisywać każdej rozkładówki. Powiem tylko, że podczas lektury czułam się jak na seansie dobrej animacji. Wiecie, niby oglądacie to samo, co dzieci, ale doświadczenie i wiedza sprawia, że widzicie więcej. Śmiejecie się nawet częściej niż dzieci - na przykład wyłapując różne nawiązania (Lord Valdemar, Frodo Baggins, Kermit w kolejce do Ośmiornicy Weroniki itd.). Świetnie się bawiliśmy w miejscu, gdzie wszystko jest na opak :)





Pippi się wprowadza i inne komiksy oraz Pippi zawsze sobie poradzi i inne komiksy (tekst: Astrid Lindgren, ilustracje: Ingrid Vang Nyman, tłumaczenie: Anna Węgleńska, Wydawnictwo Zakamarki). Tej pani to ja chyba nie muszę przedstawiać... O Pippi czytamy od... 2013 roku KLIK. Tylko teraz przerzuciłyśmy się na komiksy, które powstały w latach 1957-1959 i były publikowane w odcinkach w szwedzkim czasopiśmie dla dzieci. Zakamarki wydały już dwa z trzech tomów komiksów, zawierających ponad 30 historyjek o najsilniejszej dziewczynce świata. Historyjki bazują na opowiadaniach z wydanych wcześniej książek.




Yerp (scenariusz i rysunki: Piotr Nowacki, okładka: Piotr Nowacki/Łukasz Mazur, Pokembry) to komiks bez słów, komiks niemy. Na dodatek cały, prócz okładki, jest czarno-biały. Czy taki zabieg powoduje, że komiks staje się mniej atrakcyjny dla małego odbiorcy? Bynajmniej. Mały odbiorca nie zamyka paszczy dopowiadając dialogi. Mały odbiorca siedzi na dłoniach, żeby: 1. nie narysować ołówkiem 2B chmurek dialogowych i nie wypełnić go swoimi krzywulcami, 2. nie połamać miliona kredek podczas kolorowania każdej rozkładówki. Czy mały człowiek ma problem z tym, że przygody małego kosmity bywają nieco abstrakcyjne? Nie, nie ma.                          



Hilda i Nocny Olbrzym (autor: Luke Pearson, tłumaczenie: Hubert Brychczyński, Centrala) to komiks, do którego Ewa dojrzewała latami (tak, wiem, jak śmiesznie to brzmi w przypadku prawie siedmiolatki). O ile ja pokochałam Hildę od pierwszego wejrzenia (i to wydanie! PRZEPIĘKNE! kolory, mieniący się, materiałowy grzbiet, wszystko!), o tyle Ewa odczuwała przy lekturze tak duży niepokój, że na dłuższy moment odłożyliśmy komiks na wyższą półkę. Do czasu. Witamy Hildę z powrotem. Minęły ponad trzy lata od pierwszej lektury o Hildzie. Trudno się dziwić Ewce, że trochę się bała podczas lektury - mała dziewczynka mieszka z mamą w chatce pośrodku magicznej krainy pełnej dziwnych stworzeń, nęka ją Nocny Olbrzym, a niewidzialne karzełki chcą ją wyeksmitować z własnego domu. Tak to się zaczyna. Nie powiem, jak kończy. Ogromna przyjemność z lektury, bardzo polecam. Hilda i Nocny Olbrzym to tom drugi przygód tej dziewczynki. Do tej pory Centrala wydała cztery tomy tego pięknego komiksu.   

A jeśli chcecie więcej komiksów, dużo więcej, to odsyłam do ludzi, którzy wiedzą dużo więcej ode mnie. Na przykład do Macieja, który prowadzi Kopiec kreta KLIK a na FB fan page Są komiksy dla dzieci KLIK. Ale też do Marty, Staśka i Brata KLIK (nie tylko komiksy!).

PS Zdjęcia do tego wpisu powstały we wrześniu 2016, zapisałam jego wersję roboczą i zupełnie zapomniałam o publikacji...

6 komentarzy:

  1. U nas rządzą komiksy Kultury Gniewu, seria o detektywie Misiu Zbysiu , "Ryjówka przeznaczenia" oraz "To nie jest las dla starych wilków", ale wiedzę na ten temat mam mniej więcej taką jak Ty :-) Nie przypominam sobie by w dzieciństwie rodzice czytali mi komiksy więc pierwsze lektury tego typu kupowałam z lekkim sceptycyzmem, ale polubiłam je , dziecko zresztą chyba jeszcze bardziej .Serwuję je dziecku od 2 lat, na początku musiałam pokazywać palcem gdzie czytam bo sam się dopytywał.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja mam wrażenie, że komiksy nie cieszyły się wtedy (za "moich" czasów) dobrą sławą. Mówię o konkretnym przypadku, czyli gdzieś w moim otoczeniu. To było coś takiego - Nie czyta książek, to niech CHOCIAŻ komiksy czyta...
      Wypożyczałam kiedyś z biblioteki i serię o Tytusie, i o Thorgalu, i na przykład "Antresolkę profesorka Nerwosolka" czy "Skąd się bierze woda sodowa" czy "Podróż smokiem Diplodokiem". I jeszcze te z Donaldem grube tomiska pamiętam ;D

      Usuń
  2. Trzydzieści lat temu praktycznie nie było komiksów do czytania z dzieciakami. Komiksy były, owszem, ale dla nieco starszych (tak jak wspominane tu Tytus, Kajko i Kokosz czy Nerwosolek). Czytałem je synowi, ale nie chwyciło. Dopiero jak sam zaczął je czytać, wtedy tak. Dla młodszych dzieci, którym czytają rodzice był w zasadzie tylko Gucio i Cezar (obecnie tez jest wznowienie, polecam!), a pod koniec lat 80-tych pojawiło się jeszcze kilka komiksów Tadeusza Baranowskiego (Jak ciotka Fru-Bęc uratowała świat od zagłady, Ecie-pecie o wszechświecie...). A także Gapiszon, ale cały urok Gapiszona wg mnie jest kiedy dziecko samo odkrywa humor miedzy kadrami, bo opowiadanie przez rodzica co się dzieje i dlaczego to śmieszne jest słabe.

    Myślę, że właśnie brak komiksów dla najmłodszych był powodem, że nam rodzice nie czytali. Teraz wydawcy zapełnili lukę i możemy nadrabiać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gapiszon! Wciąż zapominam, by zaliczać go do komiksów. Jak Ewka miała dwa lata to był jej hit, targała go wszędzie (w sensie książkę "Gapiszon i Korniszon"). Trochę to trwało, teraz ma rocznikowo siedem lat i nadal do niego wraca. Nad moim biurkiem wisi jej rysunek z Gapiszonem :)

      Usuń
  3. W dzieciństwie nie lubiłam komiksów. Pamiętam, że tolerowałam jedynie Jonkę, Jonka i Kleksa. Za to mój brat zaczytywał Tytusa, Kajko i Kokosza i Thorgala. Pewnie dlatego do tej pory nie pokazywałam Tymkowi żadnego. Sam wypatrzył w bibliotece stare Giganty. Zabrał do domu i przeczytał jedno grube tomiszcze. Zaiskrzyło, bo kiedy na próbę pokazałam mu Malutkiego Liska i Wielkiego Dzika tak się zaczytał, że koniecznie chce pozostałe części. A ja dzięki Liskowi też zaczynam patrzeć na komiksy łaskawszym okiem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jonke i Jonka też pamiętam :) I oczywiście Kajko i Kokosza. U mnie w domu to było tak, że raczej moi starsi bracia sięgali po komiksy, a ja przy okazji też do nich zaglądałam. Sama preferowałam jednak książki bez chmurek ;)

      Usuń

Dziękuję za każde pozostawione słowo! :)