10 lutego 2016

23 Nie pytajcie

 

Nie pytajcie mnie, jaką książkę kupić dla pięciolatki, sześciolatka czy roczniaka. Nie wiem. Naprawdę nie wiem. Wiele razy zdarzało mi się odpowiedzieć na takie zapytanie, próbować coś doradzić, zawsze z dużym dyskomfortem. Kilka razy zapewne zostawiłam mail z zapytaniem bez odpowiedzi, bo - muszę zdementować plotki - moja doba wcale nie ma 30 godzin. Ma tyle samo, co Wasza. Muszę w niej zmieścić wszystko. Niespodzianka! :) Blog to nie moja praca, nie mam na niego pół etatu. Ba, nawet 1/8 etatu nie mam na blogowanie. Ale to nie jest najważniejsze. Chodzi mi o to, że kupowanie książki na prezent to nie jest pójście na łatwiznę. Nie jest tak, że "skoro nie wiem co kupić, to kupię książkę!". To duża odpowiedzialność i nie ma jednego wzorca - nie każda pięciolatka polubi Basię lub zakocha się w ekipie z pewnej kliniki. Nie wszystkie dzieci przekonają się do książek Mizielińskich. Nie każde będzie widziało sens w zwiedzaniu ulicy Czereśniowej. Po prostu. Nie znam tych dzieci, o które pytacie. Nie wiem, co u nich na półce. Co lubią? Czy rodzice im czytają? Kto dobiera dla nich lektury i w jaki sposób? I wreszcie - JAKI chcecie kupić im prezent? Czy chcecie, żeby oczy zaświeciły im od razu po rozerwaniu papieru? To musicie znać ich aktualne zainteresowania. Nie łudzić się, że to co było rok temu, trwa nadal. Zaktualizować dane. Czy zależy Wam, żeby rodzice obdarowywanego byli szczęśliwi? Pewnie kupicie coś edukacyjnego. Możecie poszperać, znaleźć książki, które prócz ciekawie podanej wiedzy, są atrakcyjnie wydane, świetnie zilustrowane, ładne po prostu. No tak. Ale co to znaczy ładne? Ilu ludzi, tyle definicji. Czy to ma być książka do nauki samodzielnego czytania? A może już coś dłuższego, "na zaś"? Nie wiem. Wiecie? Znacie to dziecko? To Wasze czy znajomych? Może traficie, może nie. Ja też nie zawsze trafiam. Ale szukam, rozglądam się, przyglądam się ilustracjom, zaglądam między okładki. Wchodzę do księgarń, preferując te mniejsze, z charyzmatycznymi sprzedawcami, z ciekawą zawartością półek. Kartkuję, podczytuję, obserwuję, co przyciąga wzrok dzieci. I zawsze, zawsze kupując książkę denerwuję się, czy się spodoba. W okresie wczesnoszkolnym dostałam od koleżanek kilka książek, nie mam pewności, ale wydaje mi się, że nigdy nie wybierały ich same. Żadnej z nich nie miałam ochoty czytać, żadnej nie skończyłam. One były takie... za poważne, za ambitne. Wiecie o czym mówię? W ogóle mnie nie zaciekawiły! Całe szczęście w bibliotece wybierałam książki, które mnie interesowały i czytałam. Ewa w bibliotece sięga po książki, których nigdy bym nie kupiła. Pewnie nawet bym ich nie wzięła do ręki. To bardziej ulotki reklamowe opakowane w twarde okładki. Nie zabraniam, nie panikuję, choć tłumaczę, że ciężko nam się czyta te książki, że są według nas źle napisane (czy one mają w ogóle autora? czy tylko zespół z działu marketingu?). I wypożyczam na moje konto kilka innych tytułów. A jak już są w domu... To ona chce je też przeczytać. Czy to jest jakiś sposób na to, by miała otwarte oczy na różnego rodzaju książki? Nie wiem. Nie pytajcie mnie, jaką książkę kupić dla pięciolatki, sześciolatka czy roczniaka. Nie wiem. Naprawdę nie wiem. Czuję się wtedy jak sprzedawca bielizny, który dostał jeden parametr i właściwie niewiele może zrobić. Jaka jest szansa, że bielizna, którą sprzeda będzie idealnie pasować? Bardzo mała. A Wy? Jak u Was z kupowaniem książek na prezent? Macie swoje patenty?

PS Zdjęcie z września 2013 roku. Nadal bardzo lubi książki Tulleta.

23 komentarze:

  1. hehe, dokładnie tak samo mamy w bibliotece. Moje dziewczynki wybierają jakieś koszmary czytelniczo-ilustracyjne :)))
    A jak kupuję, to szczerze - tak, żeby mnie się podobało. Potem nie mogę się doczekać wieczornego czytania i dzieciom sie to udziela. Dwójka i Trójka mają już przecież szkolną bibliotekę i stamtąd targają tonami te GUPOTY o kotkach i pieskach oraz innych słodkich dziewczynkach, i czytają toto przed spaniem oraz w samochodzie. Na zdrowie im! Prowadzę ich za rękę o pewnego momentu ale potem pozwalam płynąć gdzie chcą, że tak powiem. To ich świat.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam podobnie, w bibliotece chłopcy wybierają swoje, a ja swoje (dla nich - do czytania wieczornego) i nie mogę się doczekać czytania im "swoich" :) czasem jest czynny opór, nie chcą mojej, to oddajemy i nie czytamy.. Co czyta Tomek (7lat)? znam tytuły, ale treści już nie jestem w stanie kontrolować, pochłania setki stron. Targamy z biblioteki ciężary (20-24 książki :)!! (niedługo wprowadzają ilościowe ograniczenie, już płaczemy, ale po prostu będziemy częściej)Pierwszą "grubą książkę Tomek dostał od koleżanki na 6 ur - i to był strzał w dziesiątkę- idealnie otworzyla mu drzwi na starszą literaturę (lekką :) Także cudowny, trafiony prezent. Ale ma też kilka sprezentowanych, których jeszcze nawet nie ruszył. Także to trochę loteria.

      Usuń
    2. A jaka była ta pierwsza "gruba"? Bardzo mnie to ciekawi :)

      Usuń
    3. "Moje dziewczynki wybierają jakieś koszmary czytelniczo-ilustracyjne :)))" o to, to! Znam doskonale!

      Usuń
    4. ...i był już po serii Lassego I Mai

      Usuń
  2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  3. Kupuję namiętnie. Najczęściej to, co lubię sama - wizualnie.
    Ale mam też w najbliższym gronie kandydatów, którym bardzo trudno kupić jest książkę w prezencie, bo RODZICOM one nie pasują. I przyznam poddałam się.

    p.s. Głosuję za 30h-dobą! Zwłaszcza dla matek. Zwłaszcza tych z rozległym hobby :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo te książki takie MAŁO kolorowe. Dziwne. Zupełnie nie wesołe. Nie dokończone. Brzydkie i złe. No ;D

      Usuń
  4. W moim otoczeniu jest wiele dzieci, które w swojej biblioteczce mają głównie książki z serii tych, po które Ewa sięga w bibliotece - nazywam je potocznie "z kosza w markecie", bo myślę że tak są kupowane..bez przemyślenia, bez oglądania, za niską cenę, gdzieś między papierem toaletowym a makaronem. Zawsze staram się takiemu dziecku sprezentować książkę, która w moim mniemaniu jest wartościowa, dobrać do wieku, do zainteresowań - choć to trudne..bo jak zainteresować książką kogoś, kto głównie interesuje się Ninjago albo Minionkami? Ale próbuję..bo choć wiem, że w wielu przypadkach prawdopodobnie nie trafię, to łudzę się, że raz na jakiś czas przekonam któreś dziecko, że książka jest miłą alternatywą spędzania czasu, że ilustracje fajnie się ogląda i że może warto, zamiast bajki na dobranoc, dowiedzieć się jaka jest jej treść. Ciężko jest kupić książkę dziecku. Szczególnie takiemu, które mało czyta z rodzicami - bo napotykamy na mór..często książka odkładana jest na półkę i leży tam nigdy nie przeczytana. Choć wg mnie warto próbować.. Jeśli na dziesięć kupionych przeze mnie książek, choć jedną przekonam kogoś, że warto czytać - to warto!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja, jeśli wiem, że dziecko ma akurat jakąś fazę na Minionki, Elzy i inne takie, lubię do prezentu dorzucić naklejankę czy arkusik naklejek. I ja szczęśliwa, i dziecko zadowolone ;D

      Usuń
  5. Jak widzę u znajomych, co się dzieje z książkami ich dzieci, to żal mi strasznie. Żal mi nawet tych różowych, beznadziejnie napisanych książek walających się po podłodze. I naprawdę żal mi wydać pieniądze na książkę, która później ma się walać po podłodze razem z czipsami i paluszkami. Ale gdy rodzic pyta mnie jaką książkę kupić dziecku, to pytam co lubi a potem mówię, co się sprawdziło u nas w tym wieku. Podaję kilka tytułów i niech sam wybiera. W końcu to on zna lepiej to dziecko. Dziecku, któremu czyta się od małego łatwiej kupić trafiony prezent.
    Mateusz w bibliotece ZAWSZE wybiera książki z serii Mądra Mysz! ZAWSZE!!! A ja tak nie lubię ich czytać ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Znam masę dzieci, które lubią serię Mądra Mysz. Nie znam żadnego rodzica, który lubi czytać tę serię ;D
      PS Ja na początku doradzałam, ale potem zaczęłam to odbierać jak... lenistwo. Nie zawsze, nie w każdym przypadku. Ale jednak.

      Usuń
    2. Zgadzam się z Olgą, co do doradzania - najlepiej zapytać wyrocznię i mieć z głowy. Bo samemu trzeba szuuukać, przeglądać, oglądać, podczytywać. Dla niektórych zbyt męczące. Czasem się trafi kulą w płot, owszem, ale ja się tego nie boję. Wyciągam wnioski na przyszłość.
      Mądrą mysz oglądam z przyjemnością (mamy strażaka), czytania mój dwulatek jeszcze nie wymaga :)

      Usuń
  6. Ja ksiazki wybieram zawsze po dluzszych przemyśleniach, poniewaz zwyczajnie nas nie stac na czesty zakup. Przewaznie jest to na jakas okazje. Przegladam wtedy blogi, ksiegarnie, czytam, i wyławiam te pozycje, które wg mnie zainteresują mojego 3,5 latka. :)
    Na szczescie jest jeszcze biblioteka, u nas z cudownymi Paniami, ktore nas juz znaja, i potrafimy tam spedzic sporo czasu. Synek jest w takim wieku, ze wybiera na chybil trafil, badz, gdy na okladce widnieja auta, czy straz pozarna. :D Ale ja rowniez biore cos na siebie. :) "Problem" w tym, ze rzucamy sie na te ksiazki od razu po przekroczeniu progu, i w jeden dzien je zalatwiamy. :D musielibysmy codziennie biblioteke odwiedzac ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ewa, kiedy miała tyle lat, wybierała te książki, które były najbliżej ;D

      Usuń
  7. Ja ksiazki wybieram zawsze po dluzszych przemyśleniach, poniewaz zwyczajnie nas nie stac na czesty zakup. Przewaznie jest to na jakas okazje. Przegladam wtedy blogi, ksiegarnie, czytam, i wyławiam te pozycje, które wg mnie zainteresują mojego 3,5 latka. :)
    Na szczescie jest jeszcze biblioteka, u nas z cudownymi Paniami, ktore nas juz znaja, i potrafimy tam spedzic sporo czasu. Synek jest w takim wieku, ze wybiera na chybil trafil, badz, gdy na okladce widnieja auta, czy straz pozarna. :D Ale ja rowniez biore cos na siebie. :) "Problem" w tym, ze rzucamy sie na te ksiazki od razu po przekroczeniu progu, i w jeden dzien je zalatwiamy. :D musielibysmy codziennie biblioteke odwiedzac ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. I jeszcze coś, ostatnio właśnie o tym myślałam, mało jest chyba teraz dzieci, takich szkolnych, które chciałyby dostać książkę w prezencie, albo wydały na książkę otrzymane pieniądze- mój na szczęście należy do tej grupy, która uwielbia kupić sobie książkę, ale KONKRETNĄ. np. taką z ulubionej serii, nowość na którą czeka itp. Trudno już także kupić mu coś czego nie czytał z ulubionych serii, bo zwyczajnie ja nie pamiętam. Sama osobiście kupiłam mu raz przypadkiem taką - którą już czytał z biblioteki :( ale i tak się ucieszył, bo lubi wracać i w ogóle mieć ksiązki.
    a rodzinie, która chce kupić mu prezent książkowy, sugeruję- zabrać go do księgarni lub podarować bon lub pieniądze z przeznaczeniem na książkę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nastolatce, mojej bratanicy, zawsze bon dawałam, bo zwyczajnie nie mogłam ogarnąć książek, którymi mogła być zainteresowana. Bon, kasa lub prośba o konkretne tytuły. Czyta dużo, to i listą książek nie ma problemu ;)

      Usuń
  9. U nas ostatnio Młody zaczął też samodzielnie wypożyczać książki z biblioteki szkolnej i ... z uśmiechem na twarzy przynosi kolejne komiksy, za którymi delikatnie mówiąc nie przepadam ...
    ale na szczęście chodzimy jeszcze do biblioteki miejskiej - tam mogę zaszaleć dla niego i ja, a najlepsze jest to jak zapyta, skąd wiedziałam, że ta książka może być taka fajna :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja go rozumiem Aniu, bo sama uwielbiałam komiksy jako dziecko

      Usuń
  10. No to ze mną jest bardzo źle, bo zawsze wiem jaką książkę kupić znajomemu dziecku, ale nie wszyscy mogą moim dzieciom kupować książki. Tzn kupować mogą, ale niekoniecznie usłyszą ode mnie podziękowanie :P Co innego od chłopców - oni kartkują wszystko.
    Książki z kosza marketowego nie zawsze są złe, można znaleźć perełki taniej niż w księgarni (nawet dyskontowej), ale to już jak pisałyście trzeba poszukać, poćwiczyć mięśnie niczym w ciuchlandzie i poprzekładać dziesiątki książek, a to już nie jest sport dla każdego. Ja mogę od razu do tego kosza, a mąż niech robi zakupy spożywcze ;)
    Moi chłopcy - żeby nie było, że tacy wytrawni - w księgarni, czy bibliotece wybierają takie z postaciami z bajek, a ja te z pięknymi ilustracjami i w domu się wymieniamy. Jeśli były to zakupy, to po 5 minutach przeglądania komiksu o wściekłych ptakach moje nieodrodne syny mówią, że szkoda, że nie kupiliśmy tej co ja mówiłam. (tralalalalala)
    I muszę się pochwalić, że jestem ,,polecaczką" (?!) w dwóch bibliotekach. Często oczywiście korzystam z takich blogów jak Twój, Olgo. :) BO to tutaj zapalają mi się oczyska na te knigi, wyszukuję książkę w necie i dodaję do zakładek w przeglądarce. A potem piszę sążniste maile do biblioteki, bo nie moge pominąć żadnej książki, wszak wszystkich i tak nie kupią. Także czujesz tę odpowiedzialność za czytelnictwo w moim mieście? ;) :D
    A co do pytań o książki, to ja pytałam ostatnio :P ale wiesz dlaczego? bo wiem że to co polecisz, będzie warte kupna. Oczywiście przepuszczę propozycje przez mój filtr, ale szanuję Twoje wybory. Gdybym nie szanowała, to bym tu nie zaglądała.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  11. Bardzo ładnie napisany tekst. I jak zawsze mądrze :) Bo to prawda - książka dla dziecka powinna być przemyślana, wyszukana, gdzieś wypatrzona i zdobyta, dla TEGO dziecka. Oczywiście mówię o książkach, które dla dzieci wybieramy my-dorośli. Bo dzieci mogą chwytać to co im się z jakiegoś powodu podoba, w końcu to też kontakt z literaturą, a trzeba szanować ich wybory.
    No i odpowiedzialność! Tak! To przede wszystkim! Ja zanim zakupię swoim synkom książkę, wywiaduję się o jej treść, czytam trochę początku, końca i środka. Dokładnie oglądam i badam, czy nie ma w niej czegoś, co mogłoby "zaszkodzić" moim dzieciom. Ostatnio dostaliśmy w prezencie takiego "gniota", książka ładnie wydana, ciekawe ilustracje, zachęcające podtytuły. Przewertowałam na szybko treść i włosy stanęły mi dęba. Wszystkie historie o lisie, który zwabiał do nory kury (oczywiście je zjadał), wilkach topiących jagniątka itp. Mały jednak domagał się czytania. To był w końcu jego prezent. Co miałam zrobić? Czytałam ale na bieżąco trochę modyfikowałam. Prezent od ludzi, którzy nie zadali sobie trudu, by zajrzeć do środka, by ocenić, czy takie treści nie wystraszą mojego 4latka. Nie rozumiem, jak tak można?! Tak pójść na łatwiznę. Tak, książka to ODPOWIEDZIALNOŚĆ!
    Co do polecania - gdy ktoś mnie pyta, mówię tylko, co w danym wieku podobało się moim chłopcom. Zawsze jednak asekuracyjnie zastrzegam: "ale nie wiem, czy Twojemu dziecku się spodoba, moje były zachwycone"
    W bibliotece mamy jednak tak samo - chłopcy sięgają po 1-2 pozycje sami, których nigdy nie krytykuję, nawet jak mój 4latek chwyci książeczkę z twardą okładką dla maluchów ;) A co! Niech ogląda/czyta. + ja dobieram swoje, które uznaję za wartościowe dla chłopców. I czytamy wszystko co wypożyczamy.
    Fajnie wiedzieć, że jest na świecie cała masa takich czytelników ;)
    Pozdrawiam
    Ania

    www.asta79.blogspot.com Byli sobie chłopcy ...

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każde pozostawione słowo! :)