25 lutego 2016

13 Rok zamknięty w okładkach (PRINTU)




Fakty są takie - nie wiem, na ile takie wydrukowane w książce zdjęcia są trwałe. W sensie - w porównaniu z papierem fotograficznym, który to wytrzyma wiele i właściwie... czy nie jest tak, że zaszkodzić mu mogą tylko żywioły typu woda lub ogień? Może też przesadna ekspozycja na słońce... Jest to jednak inna jakość. Z drugiej strony, taka fotoksiążka większość czasu jest zamknięta, leży w suchym miejscu; zakładam, że też będzie w dobrej formie przez lata.
Fakty są takie - ta sama ilość zdjęć włożona do tradycyjnego albumu zabiera dużo więcej miejsca. Fakty są takie - kiedy zamawiałam tradycyjne odbitki, nie umiałam się ograniczyć. A weźcie jeszcze pod uwagę sytuację pt. pierwsze dziecko. Ewa ma z 2010 roku wywołane stosy zdjęć, setki portretów różniących się minimalnie, jednym gestem, miną, spojrzeniem... W fotoksiążce trzeba zachować dyscyplinę, umieć wziąć się w garść i dokonać selekcji. A potem jeszcze jednej. I jeszcze.
Fakty są też takie, że tych stosów zdjęć, które mam luzem w kartoniku - nie wyciągam zbyt często. Trzy (teraz czwarta!) fotoksiążki leżą pod ręką. Oglądałam je ostatnio tydzień temu. Wszyscy oglądaliśmy.




Fakty są takie, że to moja kolejna współpraca z PRINTU (pierwsza, druga, trzecia), ale pierwszy raz skorzystałam z gotowego szablonu i podjęłam wyzwanie - zamknięcia w jednej książce całego roku. I trochę oszukałam... Ale malutko! Bo bardzo chciałam, żeby w zestawieniu znalazła się choć kapka śniegu, a ten pojawił się u nas dopiero 6 stycznia, tego roku. Takie to małe oszustwo. Album zaczyna się w styczniu 2015 a kończy na początku roku 2016. Na początku wybrałam chyba z 300 zdjęć. A potem ograniczałam, wyrzucałam, rezygnowałam, cały czas tasując te kadry, układając rozkładówki, zastanawiając się, które zdjęcie ma mieć całą stronę, a które można pokazać w galerii. Skorzystałam nawet (też pierwszy raz!) z filtrów dostępnych w edytorze. Narobiłam się po łokcie ;) Ale najbardziej przy wybieraniu zdjęć, bo samo wrzucanie i dostosowywanie do szablonu jest proste. I wiecie co? Nie mam zbyt dobrej pamięci, szczególnie do dat. Ale mam zamknięty między twardymi okładkami rok. I widzę, ile się w tym 2015 wydarzyło! Ewa poszła na kurs pływania, pierwszy raz korzysta z oferty MDK, byliśmy wiele razy nad jeziorem tego lata. Wojtek zaczął raczkować, później chodzić. 30 października Ewa śmigała w adidasach, Wojtek raczkował bez kurtki. Uszyłam spódniczkę i pierwszy raz zrobiłam pastę z zielonego groszku. Trochę nam dzieci chorowały podczas wakacji nad morzem. W Bledzewie codziennie wychodziliśmy na wczesny spacer do lasu. I Ewa pływała na kajaku! Nie podobało jej się ;D Przeprowadziliśmy się i odkrywaliśmy nową dzielnicę. Byliśmy we Wrocławiu i spotkałam się z takimi ludźmi, że ich zdjęcia też nie mogło zabraknąć w tej książce i życzę sobie, żeby i w 2016 wyszło nam takie spotkanie. Internety zbliżają ludzi ;) O, i jeszcze lodowisko. Tej zimy Ewa ma własne łyżwy i udało się nam kilkakrotnie zostawić ją na lodzie ;) A jeszcze zaczęła czytać, jest coraz lepsza z pisania, wypadł jej pierwszy mleczny ząb... No co to był za rok :)))




PS Jeśli chcecie, macie okazję na skorzystanie ze zniżki - 39 proc.! - na fotoksążki PRINTU. Wystarczy wejść tu KLIK i pobrać kod. Oferta ważna jest do końca marca 2016. Jakby były jakieś problemy, dajcie mi znać, coś poradzimy ;)

13 komentarzy:

  1. Uwielbiam te książki! Mogłabym dodawać kolejne strony bez końca, trudno się powstrzymać. Coś mi się wydaje, że gdy ogarnę zdjęcia to zamówię kolejną (a parę już na półce jest).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No trudno się powstrzymać, ale trzeba (bo licznik bije) :D

      Usuń
  2. Podziwiam. Cały rok?! Wow.
    Lubię fotoksiążki, ale nigdy nie porwałam się na więcej niż jakieś wydarzenie (najbardziej lubię chyba tę na Dzień Taty).
    Tylko, że Printu. Trochę Ci nabrużdżę.. ;-)
    Po prostu wypróbowałam ich książkę i więcej się nie skuszę - poczynając od bardzo niewygodnego sposobu prezentacji zdjęć do wyboru (wszystkie wrzucone jak leci, bez możliwości sortowania, czy innego organizowania - jeśli zrobiłaś to dla całego roku to podówjny szacunek), poprzez jakość zdjęć (daaleko do papieru foto) aż po okładkę, z której u nas po niecałym roku odeszła zupełnie folia i wygląda to bardzo niechlujnie.
    Ale samą ideę gorąco polecam, tylko warto się rozejrzeć na rynku, bo jest tego sporo i pewnie będzie jeszcze więcej. Ot, choćby w USA jest już firma, która w modelu miesięcznej subskrypcji przysyła książki, które robi na podstawie zdjęć, które wrzucamy w internet (fejsbuk, insta, google, itp.) i to dopiero jest czad za 8$ miesięcznie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A nic nie bruździsz, opinię wyrażasz :) Zgadzam się, że daaleko do papieru foto i że niektórym może to trochę przeszkadzać, inni absolutnie nie zaakceptują takiego wydruku, pozostali nie zwrócą uwagi ;) Co do prezentacji zdjęć do wyboru, zupełnie nie mam takich odczuć, pewnie dlatego, że zawsze fotoksiążki robię rozkładówkami, co wieczór dokładam partyjkę zdjęć i od razu je umieszczam w albumie. Dla mnie git. Z okładką mnie zaskoczyłaś... U mnie wciąż wygląda tak samo. Ciekawam, czy miałaś aż takiego pecha, czy innym też się zdarzyło...

      Usuń
  3. Mamy już kilka fotoksiążek, pierwsze z chrzcin tak nas zachęciły, że teraz sama robię ale jak dla mnie to sporo roboty (wrzucanie, obróbka, dopasowanie i wybór tych kilkudziesięciu z kilkuset)więc wybieram wakacyjne i jakieś z uroczystości rodzinnych, do tego zwykłe odbitki bez zmian. mam pytanie co to za pościel, materiał, piękny print

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na Instagramie padło już pytanie o pościel, która ukradła show ;) To prezent dla Ewy od babci, pościel kupiona w niemieckim sklepie Moebel-Kraft.

      Usuń
    2. piękna, normalnie zazdroszczę :)

      Usuń
  4. No rok pełen wrażeń normalnie jak tak czytam! Gites! :-D ja też lubię fotoksiażki,ja jako ja nie mam żadnej :D ale pyknęłam kilka na prezent i zadowolenie ogromne, także też polecam i polecać będę. Pozdro z Mazur dla Was!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na prezent dla najbliższych to zawsze dobry pomysł :)
      Pozdro, pozdro z Wielkopolski :)

      Usuń
  5. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  6. Odkąd Mati się urodził, dziadkowie co roku znajdują albumy z minionego roku pod choinką. Najpierw robiłam sama, ale bajzlu było tyle, że przerzuciłam się na gotowe fotoksiazki printu. Tylko ciągle my nie mamy żadnej, wszystkie na prezent szły ;) i tak sobie obiecuję nadrobić te 5lat w tym roku. Mam nadzieję, że się uda ;)
    Ps. Pościel piękna, fakt! A na tym jednym zdjęciu, na którym widać Ciebie, jesteś bardziej podobna do mojej mamy niż ja sama ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Odkąd Mati się urodził, dziadkowie co roku znajdują albumy z minionego roku pod choinką. Najpierw robiłam sama, ale bajzlu było tyle, że przerzuciłam się na gotowe fotoksiazki printu. Tylko ciągle my nie mamy żadnej, wszystkie na prezent szły ;) i tak sobie obiecuję nadrobić te 5lat w tym roku. Mam nadzieję, że się uda ;)
    Ps. Pościel piękna, fakt! A na tym jednym zdjęciu, na którym widać Ciebie, jesteś bardziej podobna do mojej mamy niż ja sama ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Widać Was, widać Was!!! :)
    Zabieram się do tej fotoksiążki od czasu Twojej pierwszej współpracy z Printu i zabrać się nie mogę, ale w związku z ostatnimi fochami naszego komputera chyba przyspieszę to zabieranie - bo obawiam się, że zostanę tylko z tym co na karcie w aparacie...

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każde pozostawione słowo! :)