8 sierpnia 2016

EWOlucja czytania


1. Dawno, dawno temu - minęło ponad osiem miesięcy! - Ewa wyjęła z paczki książkę Już jadę H. Tulleta otworzyła ją i zaczęła z mozołem składać literki. Nie wiem, która z nas była bardziej zaskoczona tym, że po złożeniu literek można usłyszeć wyraz, ale to był TEN moment - początek samodzielnego czytania. Chwile później powstał ten filmik, tu już nie czytała - z pamięci mówiła.



2. Na fali entuzjazmu, wracając z jakiegoś spaceru, dokupiłyśmy kolejną książeczkę z serii CZYTAM SOBIE (tu o niej wspominałam). Padło na Basię i kask. Po powrocie do domu zasiadłam z nią przy książce i... blokada. Przeczytała kilka wyrazów, ale widziałam, że się męczy, że za bardzo cisnę, za bardzo chcę. Odpuściłam. Ale powiedziałam, że ja tej książki na głos nie przeczytam, że będzie spokojnie czekała, aż Ewa będzie gotowa. Czekała. A wraz z nią - z tej samej serii - Jonka, Jonek i Kleks (kto pamięta z dzieciństwa? ja pamiętam!). Minął miesiąc czy dwa... Przeczytane! Bez namawiania, ćwiczeń, jakichkolwiek naszych prób mobilizowania do czytania.



3. Mieszkamy w książce! i Złamałem trąbę! - co to za dziwaczne książki!? No naprawdę - jedno zdanie, góra dwa na rozkładówkę. Wypowiedzi bohaterów zamknięte w chmurkach. Ni to komiks, ni to książka (autor - Mo Willems - zaczynał swoją karierę jako scenarzysta oraz animator Ulicy Sezamkowej :)). Dziwadła takie. Ale zabawne! Ale nie onieśmielające! Ale dodające pewności siebie! I nie mówię tu o samej treści, ale o objętości. Raptem okazuje się, że można samodzielnie przeczytać prawie 60 stron. Że idzie szybko, że jest łatwo, że treść jest zabawna i można zaśmiewać się przy lekturze. Takie niepozorne książeczki, przy których nie umiałam ocenić wieku odbiorcy... W naszym przypadku były trampoliną do czytania "poważniejszych" pozycji. Hej, słoniu Leonie, hej świnko Malinko - dziękuję!



4. W bibliotece bywamy dość często i właśnie tam po raz pierwszy zobaczyłam serię Wydawnictwa Debit - Klasa 1b. Chyba nawet zrobiłam jednej z książek zdjęcie, żeby mi z głowy nie wyleciało, że jest taka "szkolna" seria. Tymczasem Ewa wypatrzyła na półce tytuł Dzwoń pod 112 i już szła do bibliotekarki podpisać kartę (tak, tak, w osiedlowej bibliotece nie ma czytników kodów kreskowych, podpisujemy się na karcie bibliotecznej). Skąd ta pewność, ta szybka decyzja, że wypożyczymy właśnie to? Raz - niedawno zwiedzała karetkę pogotowia, dwa - temat złamań i gipsu jest nam, niestety, nieobcy. Książkę wypożyczyłyśmy. Założyłam, że wieczorem będę ją czytać na głos, ale nie zdążyłam. Usiadła na kanapie i przeczytała całą na raz. 64 strony! Następnego dnia byłyśmy w bibliotece po kolejne części. Fajna seria (choć w przypadku takich "czytadełek" oprawa mogłaby być miękka).

 

5. I tak doszliśmy do książek z serii Biuro Detektywistyczne Lassego i Mai... Mamy większość tytułów z tej serii, każdy był naprawdę wielokrotnie czytany. A teraz czyta sama. Od początku, na wyrywki, miesza części lub skrupulatnie co rozdział przekłada zakładkę. Nie wiem, kiedy to się stało... To całe czytanie. Daliśmy jej czas i miała pod ręką książki. Jesteśmy dumni.


W EWOlucji czytania udział wzięły książki: JUŻ JADĘ / BABARYBA  //  BASIA I KASK oraz JONKA, JONEK I KLEKS / EGMONT  //  MIESZKAMY W KSIĄŻCE! oraz ZŁAMAŁEM TRĄBĘ! / BABARYBA  //  seria KLASA 1B / DEBIT  //  seria BIURO DETYKTYWISTYCZNE LASSEGO I MAI / ZAKAMARKI