2 listopada 2014

10 Skrytki. Po prostu




Pamiętam te emocje. Mój pokój. Przytulny, ale trudny. Przechodni, bez okna, ze schodkiem - pozostałością po przesunięciu ściany - dwa kroki od drzwi. Pamiętam go w wersji zanim zaczął być mój. Wytapetowany był. Z nierównym sufitem, krzywymi ścianami. Gdzieś na jednej ze ścian, dość nisko, gdy zapukało się w ścianę, słuchać było głuchy dźwięk. Ściana, ściana, pusto, pusto. Za tapetą niewielka prostokątna wnęka. Może i dziwaczny przewód kominowy, ale dla mnie najbardziej tajemnicza skrytka... Szkoda, że była pusta...




Nie pisałam nigdy pamiętnika. Bałam się, że ktoś go przeczyta. I nie tyle odkryje jakieś mroczne nastoletnie sekrety, co po prostu mi je zabierze. I przestaną być moje. Nawet jak już coś napisałam, dość szybko wszystko niszczyłam. W czasach przed e-mailowych napisałam długi, szczery list do przyjaciółki. A w nim mnóstwo sekretów. Zakończyłam go słowami: "Najlepiej to spal, po przeczytaniu". I wiecie? Odpisała. W kopercie, prócz listu do mnie, był woreczek z popiołem i kilkoma strzępkami papieru z moim pismem. Spaliła go. Stała się moją skrytką.




Nigdy nie wiem, co awansuje w oczach Ewy do rangi skarbu. Kamyczek, kawałek wstążki, skrawek papieru, koralik, naklejka, sama-nie-wiem-co-ale-błyszczy... Ale znam tę jej minę. Taki uśmiech łobuzerski. Kiedy coś zagarnie i oddala się, niby cichaczem, w kierunku jednej z wielu... skrytek. Czerwony pojemniczek, drewniana skrzyneczka, mnóstwo torebek, worków, woreczków, kieszeń taty, moja torebka. Kilka razy dziennie coś chowa. Nie zawsze ponownie znajduje ;) Ma jedną szczególną maleńką szkatułkę. A w niej mały kryształek, cekinowe serduszko i wysadzany błyszczącymi kamyczkami koralik. Kryształek wcześniej był mój i też był dla mnie wyjątkowy...




Wyjęłam książkę z koperty. Jeszcze nie zdążyłam jej otworzyć, a już w mojej głowie były te wszystkie myśli: schowek za tapetą, spalony list, drobiazgi Ewki... Proustowska magdalenka, tyle że w formie niewielkiego kwadratu, w twardej oprawie. Na każdej stronie propozycja kryjówki. Miejsca mniej lub bardziej oczywiste. Opisane tak, by odkryć je na nowo. I by zacząć, jak kiedyś, celebrować odkrywanie (i chowanie) naszych małych-wielkich skarbów. 
Od dawien dawna wiadomo, że książki są wspaniałymi
powiernikami tajemnic. Wystarczy wsunąć między ich
strony sekretną notatkę, liść lub ptasie piórko, a one
otoczą je opieką. Książki wiodą cichy żywot; nie lubią
zbyt wiele o sobie mówić, a jeśli już - to szeptem.  



Skrytki, tekst: Mateusz Wysocki, ilustracje: Agata Królak, Wydawnictwo Ładne Halo KLIK

PS Wpisy stare (ale jare) o innych książkach Wydawnictwa Ładne Halo - O psie, który szukał KLIK, Kiedy będę duży, to zostanę dzieckiem KLIK, Lala Lolka KLIK, Sklepy KLIK. Niebawem, u mnie, jeszcze jeden, nowy tytuł tego Wydawnictwa. Dziękuję za przesyłkę, która przeniosła mnie w czasie! :)

Ta tabelka (porównywarka cen) powyżej zawiera linki afiliacyjne. Oznacza to, że jeśli klikając w nią, dokonasz zakupu, to ja otrzymam z tego tytułu niewielką (bardzo niewielką) prowizję. Na waciki. Na przykład ;)

10 komentarzy:

  1. Aj, aj aj aj aj cuuudna! H. Też notorycznie chowa i to wszedzie. Caly jej pokoj jest skrytka:) piekny wpis Olga,.az sobie ten Twoj pokoj wyobrazilam:)

    OdpowiedzUsuń
  2. ale fajna ta ksiazka. Ile wspomnien sie budzi. U Antka skarb dnia (tak nazywamy artefakt, ktory sobie przypodoba na caluski dzien lub dna nawet) to czasem trzepaczka, pedzel do smarowania blachy czy standardowo piorko, patyk czy szyszka. Ma nawet walizeczke, jeszcze po mnie, gdzie skarby chowa...lub nie. :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Każdy chyba miał swoje skrytki i sekrety, fajnie tak powspominać :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Dlatego bawię się w geocaching. Uwielbiam szukać małych skrytek w lesie i w mieście.

    OdpowiedzUsuń
  5. Zapowiada się fajnie, zwłaszcza, że u nas też zbieractwo i chowanie jest bardzo na topie więc temat aktualny. Najcenniejsze chyba są kamienie, bo co chwilę je znajduję w różnych kątach, kieszeniach ale w cenie są też koraliki i inne maleństwa. Jak kiedyś kupiłam paczkę kamyczków (takich do jedzenia), to najpierw była taka zabawa, że aż im kolorowy lukier zszedł, a jedzenie potem ;)

    Ps. Ja pamiętnik miałam, nawet kilka. Chowałam je na dno pudła i pamiętam, że po jednym "miłosnym zawodzie" odbyło się rytualne palenie pamiętników za stodołą :D Dobrze, że stodoła nie spłonęła ;P

    OdpowiedzUsuń
  6. Oj oj.....uwielbiam Ładne Halo za te książki właśnie....niebanalne:))) No ale Wiki tej miłości nie podziela...ona tylko z Albertem pod pachą chodzi...i za rękę...i co ja mam z tym zrobić?:P

    OdpowiedzUsuń
  7. No i doszla nam kolejna pozycja do kupienia, ladne Halo, bedzie juz tego z 10 sztuk , i po co ja tu wchodzilam :) :)

    OdpowiedzUsuń
  8. O rety, ale wspaniałe zdjęcia! Jestem zakochana zwłaszcza w tym trzecim, jest piękne i mocno oddziaływuje na moją wyobraźnie!
    Chciałam się przywitać, bo tak tu zabłądziłam i jestem po raz pierwszy :) Ale miło mi tu u Was, pozwól proszę, że rozejrzę się jeszcze troszeczkę :)

    OdpowiedzUsuń
  9. ja też nigdy nie pisałam pamiętnika, choć miałam kilka pięknych! z tego samego powodu co Ty, bałam się, że ktoś przeczyta i mnie pozna i odkryję moje tajemnice...

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każde pozostawione słowo! :)