23 grudnia 2015

5 Utulić lekturą - GROMATKA

"Było raz czworo dzieci."

Jak dobrze się ta książka zaczyna. I ten tytuł: Lew, czarownica i stara szafa. Pamiętam do dziś niezwykły dreszcz ekscytacji, gdy po raz pierwszy odczytałam go, jakieś trzydzieści lat temu, w małej zakurzonej bibliotece miejskiej w moim małym, rodzinnym miasteczku.

Tak, ta książka ma wielką moc. Wiele lat później, „gdy byłam już dostatecznie stara, by znów do bajek wrócić”, sięgnęłam po nią w dość trudnym dla naszej rodziny momencie. Był to pierwszy poważniejszy pobyt w szpitalu z naszym dzieckiem – z naszym pierwszym dzieckiem, niespełna trzyletnim Ignasiem.

Do dziś jestem pewna, że nie ma lepszej książki na trudne chwile, czasy. Ignaś, malutki, wystraszony, w trakcie czytania wprost przenosił się do Narni. Ciągle nie było mu dość, w ciągu kilku dni skończyliśmy chyba trzy tomy opowieści (wszystkich jest siedem). Jakoś nie miałam wątpliwości, czy ten mały chłopczyk dorósł już do takiej prawdziwej lektury, a jeśli nawet miałam, to szybko zostały rozwiane. Aslan, i cały narnijski świat pomogły, przyniosły najlepszą otuchę i zapomnienie dla wszelkich chwilowych niedogodności.

Potem wracaliśmy do Narni, z każdym kolejnym podrastającym dzieckiem. Czytaliśmy Opowieści z Narni dla Różyczki, z malutką, niespełna roczną Hanią zasypiającą mi na kolanach. Więc i dla Hani trzeba było powtórzyć po kilku latach, tym razem na kolanach z Ludwiczkiem. Od ostatniego czytania minęło już chyba pięć lat, więc najwyższa pora, aby znów się wokół Lwa… zebrać. Trzymając małego, nieszczęsnego wędrowca, jeśli nie na kolanach, to choć w sercu.


Okres Bożego Narodzenia to chyba najlepszy czas na tę opowieść. Przypomnijmy pokrótce. Czwórka osamotnionego rodzeństwa, chroniącego się przed wojną w starym domu wuja, w trakcie zabawy w chowanego wchodzi do szafy, która okazuje się bramą do tonącego w śniegu, niezwykłego kraju (udało mi się kiedyś trafić na książkę z rozkładanymi obrazkami o Narni, i z niej pochodzą dalsze ilustracje; uwielbiamy je):


 

Już w pierwszym rozdziale uczestniczymy w spotkaniu z niezwykle uroczym Panem Tumnusem - faunem. Kolacja u niego, to jedna z moich ulubionych scen dotyczących jedzenia.


A już w trzecim rozdziale ona – Zła Czarownica. Wraz z nią kłamstwo, zdrada, okrucieństwo…


Ale jest też piękny portret Świętego Mikołaja, który zwiastuje zbliżające się Boże Narodzenie, święto zniszczone przez Czarownicę:
Na niektórych obrazkach w naszym świecie Święty Mikołaj wygląda śmiesznie i wesoło. Teraz, kiedy dzieci przed nim stały, mogły stwierdzić, że w rzeczywistości jest zupełnie inny. Był tak wielki, miły i tak prawdziwy, że choć czuły wielką radość z tego spotkania, stały onieśmielone i poważne.
I oczywiście sam Aslan. W dzieciństwie nie uświadamiałam sobie ewangelizacyjnego przesłania tej postaci, i samej książki. Dziś muszę przyznać, że Narnia jest moją ulubioną dźwignią wyobraźni.
A że nie da się przeczytać w jeden wieczór? Tym lepiej, nadzieja na kolejny, cudowny, wspólny wieczór przy lekturze przeradza się niemal w pewność.


O CYKLU. Gdy oglądałam dwie galerie zdjęć - pierwszą i drugą - pomyślałam o pustym miejscu przy stole, przy wigilijnym stole... O dziecku na tym miejscu. I o tym, że po tym, jak już będzie miało pełny brzuszek, będzie wykąpane i pod kocem będzie piło kakao - trzeba, po prostu trzeba mu coś przeczytać. Tylko jaką książkę wybrać... Zapytałam o to kilka wspaniałych, blogujących kobiet - takich, którym łatwiej byłoby mi wydłubać z gliny pomnik (serio) czy wyhaftować ołtarzyk, niż napisać w kilku słowach (no jak kilku??!), za co je cenię. Była już Jarecka z Deszczowego Domu, Kaczka, Ohanowa Matka, Bebeluszek, Joanna , dzGromatka - Iza. Tak po lekturze tego wpisu, po pobieżnym choć przeglądnięciu wpisów z jej bloga - czy muszę coś dodawać? Opisywać? Piękna wewnętrznie i zewnętrznie kobieta, mistrzyni utrzymywania ognia, tego w ognisku domowym. Tak ją widzę właśnie :)

http://gromatka.blogspot.com/

PS Dziękuję. Za to, że daliście się zaprosić - do udziału, do lektury, do mnie. To już koniec grudniowego cyklu, choć dopiero co się zaczął :) Życzę Wam spokojnych Świąt Bożego Narodzenia lub zupełnie odjechanych, jeśli to dla Was ważne. Z prezentami lub bez. Z dwunastoma potrawami podczas Wigilii lub z jedną, ale ulubioną.  Z najbliższymi. Bez pośpiechu, bez muszę/powinnam/tak wypada. Wypocznijcie. Do zobaczenia niebawem!

5 komentarzy:

  1. Olgo dzięki Ci za ten cykl i wszystkiego najlepszego z okazji nadchodzących Świąt :) dzisiejsza propozycja świetna a wydanie rewelacja! Znasz może jakieś inne tytuły wydane w takiej rozkładane formie jak Narnia? Miałam w dzieciństwie taką rozkładaną książeczkę i zawsze robiła na mnie ogromne wrażenie :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Nasza ukochana Narnia! Ale cudowne zakończenie! A to wydanie przepiękne. Gdzie można je zdobyć?
    P.S. Książki dotarły! Bardzi, bardzo dziękujemy! Dobrych świąt! ach!

    OdpowiedzUsuń
  3. Trochę zapomniałam o Narnii. Muszę wrócić do tych wspaniałych opowieści.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każde pozostawione słowo! :)