9 kwietnia 2016

Lubię szkołę / Zając zostaje / Szkoła dla początkujących


Z tych początkowych lat to ja pamiętam najbardziej ławkowe kłótnie i godzenie się podaniem sobie dłoni, na której napisane było "Zgoda?". I tego chłopaka, który siedział w rzędzie po prawej, w pierwszej ławce. Mundurek z falbanką i tarczą. Mleko na drugiej przerwie - gorące w kubku bez ucha. I te nerwy podczas odpytywania z tabliczki mnożenia... Drogę do szkoły, którą mogłam pokonywać na różne sposoby, raz się szło "dołem", raz "górą". Szatnię w piwnicy. Szerokie korytarze i ogromną salę gimnastyczną. I lekcję pływania, z której wyszłam z płaczem. I ten pierwszy apel, jak przez mgłę. Szary plecak z czerwoną lamówką i wyszytym szopem. Przezroczyste okładki i próbę dopasowania ich do podręczników. Dzienniczek ucznia. Nauczyciele? Pamiętam imię i nazwisko, gdyby nie klasowe zdjęcie - nie pamiętałabym twarzy. Zawsze jakoś tak na drugim planie, na pierwszym - koleżanki i koledzy. Przygody.









 
"ksioszka pszed stawjonca duzo scen ze szkoly. oskar ciogle sie spuzinia. ela ciogle placze. jeszcze jest iwonka i antek" - napisała Ewa po lekturze książki Zając zostaje! I nie wiedziała, co jeszcze dodać. Pewnie dlatego, że każdy z czternastu rozdziałów to inna fabuła i emocje. Trochę jak kolejne dni w szkole, jak dzieci w klasie. Miejsce to samo, bohaterowie różni - tyle może się wydarzyć! Jest dużo śmiechu, ale i łzy, stres i strach. Bo tak to właśnie jest, pamiętacie jeszcze? ;) Książka zaczyna się w momencie, kiedy Antek budzi się wcześnie rano, trochę zdenerwowany, swoim pierwszym dniem w szkole. Babcia opowiada mu, jak to było gdy jego mama była mała i ze strachu przed szkołą schowała się w szafie. W tym trudnym dniu Antkowi brakuje taty, który na co dzień mieszka i pracuje w Irlandii, odwagi dodaje chłopcu zapakowany do tornistra pluszowy zając August. Na kartach książki towarzyszymy Antkowi, gdy poznaje dzieci ze swojej klasy, w bibliotece, gdy odwiedza Pana Tomka, swojego sąsiada, podczas ustalania obowiązków dyżurnego, na lekcji informatyki, podczas bitwy na śnieżki, w Święta... I tak aż do wakacji. Te wakacje to przyszły nie wiadomo kiedy! Tak jak koniec książki. Najlepszą rekomendacją niech będzie to, że na targach Książka dla Dzieci, Młodzieży i Rodziców Ewa za własną kasę kupiła kolejną książkę z serii Tornister Pełen Przygód. Szkoła dla początkujących (i szkoła w ogóle) jeszcze przed nami, książka czeka na swoją kolej i dzielenie jej na kolejne wieczory (20 dość krótkich rozdziałów). Mam przeczucie, że będzie dobrze. No dobra, podglądałam... ;)



Skoro do przygody z przedszkolem przygotowywały nas książki, przyjściu na świat rodzeństwa też towarzyszyły, to jak mogłoby ich zabraknąć przy kolejnym etapie życia? Trochę teorii jeszcze nikomu nie zaszkodziło, choć praktyka, praktyka ponad wszystko. A jeśli o teorii mowa - taka forma, jak w serii Tornister Pełen Przygód, bardziej mi odpowiada od wszelkiego rodzaju poradników czy słowników. Dlatego do książki Wiem i potrafię. Lubię szkołę podchodziłam z taką trochę nieśmiałością. To taki zestaw porad, wskazówek, słowniczek pojęć - wspólnym mianownikiem jest szkoła. Nie nadaje się do wieczornego czytania, nie wyobrażam sobie, że czytamy każdy rozdział po kolei. Z doskoku, przy okazji, kartkujemy i czytamy hasła. Niektóre kwestie nie do końca mi się podobają, np. atlas szkolnych gagatków: "Nie próbuj naśladować tych uczniów! Unikaj ich, jeśli tylko możesz.", te etykiety i ocenianie... Ale ogólnie jest sporo materiału, który można dobrze wykorzystać w domu, ale i w przedszkolu. O, taka na przykład odezwa do pierwszaka, że ma prawo być zdziwionym, zagubionym, o wszystko pytać i prosić o pomoc. Niby oczywistość, ale... :)
Wygrzebałam jeszcze takie tytuły, ale prócz Franklina nie znam ich zawartości... Polecacie jeszcze jakieś tytuły dla przyszłych pierwszoklasistów? :)  



PS Ewa się ostatnio spakowała. Pytam się jej, co tam ma, a ona, że przybory szkolne. Takie o: 


(pióro do pisania, Tajemnica szkoły, kredki ;))