27 października 2015

13 Do lasu. Na rok

Czasami mam taki pomysł, że pod prąd pójdę. Że będzie taka książka, którą wszyscy będą chwalić, a mnie nie zachwyci i tak ją obsmaruję, no tak ją obsmaruję... Ilustracje będą nie takie, treść słaba, błąd na błędzie, wszystko bez sensu i okładka odpadła. I odciski palców widać, strony wylatują przy przeglądaniu, i kto to wydał w ogóle?! Czasami tak sobie pomyślę...
 

Przez ostatni tydzień zewsząd atakowała mnie okładka Roku w lesie Emilii Dziubak. Fejsbukowa tablica, instagramowe kwadraciki, blogi, które regularnie czytam* i te, na które trafiłam przypadkiem. Była taka obawa, że otworzę lodówkę, a tam Dziubak ;) Idealna wręcz sytuacja, żeby się przyczepić, wytknąć coś, wzruszyć ramionami lub - o zgrozo - książki w ogóle nie zauważać, uparcie zamykać oczy, unieść brew ze zdziwienia, kiedy ktoś zapyta, czy znam. Idealna!



Niestety, nie tym razem. Może kiedyś... Tymczasem staję w pierwszym rzędzie, razem z tymi wszystkimi zachwyconymi i głośno klaszczę. Co za kartonówka! No ludzie, co za książka! Raz - ilustracje. Nie od dziś wiadomo, że jestem fanką** prac Emilii Dziubak. Nie znudziły mi się. W Roku w lesie dostajemy 12 rozkładówek z miesiącami + dwie dodatkowe. Każda rozkładówka = jeden miesiąc = mnogość szczegółów. Dwa - edukacja. Nauka nazw i kolejności miesięcy, pór roku, cyklu życia roślin i zwierząt. Trzy - takie trochę uwrażliwienie, zachęta do obserwacji, uważności, czy wreszcie - do kolejnych odwiedzin w lesie. Cztery - ileż tam jest historii do opowiadania, ilu bohaterów! Bo między planszami są związki przyczynowo-skutkowe. Można śledzić każdego zwierzaka, obserwować drzewa, sprawdzić, kiedy w lesie pojawia się człowiek i jak się tam zachowuje. No ludzie, co za książka! I na koniec - to kartonówka. Dziecioodporna. Chyba najgrubsza z wszystkich książek z twardymi stronami, które mieszkają na naszych półkach... Choć Opowiem ci, mamo, co robią mrówki też podobnie opasła. Jedyne, czego nie jestem w tym momencie ocenić to trwałość - nie stron, a ich połączenia. Za krótko ta książka u nas mieszka, by stwierdzić, czy jest niezniszczalna. Minusy? Cokolwiek? Cena. Tak bezrefleksyjnie, nie zastanawiając się, ile pracy autorka w nią włożyła, czy jakie są koszta produkcji tak dużej kartonówki - cena jest wysoka (okładkowa - 44,90). Ale... Jak się porządnie rozejrzycie, porównacie ceny w sklepach internetowych... ustrzelicie ją za mniej niż 30 zł. I to będą bardzo dobrze wydane pieniądze.






Rok w lesie, Emilia Dziubak
Wydawnictwo Nasza Księgarnia KLIK

* Będę nudna z tym odsyłaniem, ale co tam - KLIK
** Inne książki z ilustracjamii Emilii Dziubak, o których pisałam Kot kameleon KLIK, Mysia orkiestra KLIK, Gratka dla małego niejadka KLIK, Draka Ekonieboraka KLIK, Proszę mnie przytulić KLIK.

13 komentarzy:

  1. NO! I jak ja mam teraz napisać o tej książce? Hę? A na jutro wpis planowałam... Chyba poczekam aż szum opadnie, albo samymi odsyłaczami tekst ubarwię, bo cóż tu innego dodać? Cudo, nie książka!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Marto, znam to... Ale uznałam, że w ogóle nie będę zwracać na to uwagi. Chcę pisać, mam zdjęcia - piszę. Bo "mój jest ten kawałek podłoooggiii" ;D

      Usuń
    2. Mam to samo! Zawsze jak mi się wydaje, że mam taką nową książkę, tak mi ładnie zdjęcia wyszły i wszystko cacy, to okazuje się, że ktoś właśnie wczoraj już ją opisał.
      No i co robić, jak żyć? :)

      Usuń
  2. Uwielbiam Emilię!!! I również czekałam na tę książkę. Dobrze, że urodziłam trzeciego, to nie będę miała wyrzutów sumienia jak kupię kolejną kartonówkę (starsi już za starsi...?) :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  4. Też już Widziałam w kilku miejscach i się zastanawiałam czy warto... Jak widać tak, ale muszę ją jeszcze gdzieś pomacać na żywo :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Warto, moim zdniem jedna z najlepszych dostępnych na rynku tego typu

      Usuń
  5. Ja zamówiłam wczoraj na Mikołaja ale wiem, że nie doczeka :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Też ją mamy :) Zgadzam się, nie da się nią nie zachwycić. Oglądam i oglądam i nacieszyć się nie mogę

    OdpowiedzUsuń
  7. A czy ja moge sie zakochac w Ewy wlosach ? Moogee?!

    OdpowiedzUsuń
  8. No dla nas Emilia Dziubak to przede wszystkim Pożyczalscy!!! Których trzeci tom wlasnie łykamy :) Ilustracje do nich - po prostu mistrzostwo świata!!!

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każde pozostawione słowo! :)