2 listopada 2016

Świąteczna Basia




Skoro mamy już listopad - to już prawie Święta, tak? Ja tam już wybiegam myślami w stronę grudnia. Troszkę po to, by ten zazwyczaj szary i zimny listopad ocieplić, odczarować, mniej słyszeć, że to najgorszy miesiąc w roku. Proszę Państwa! Listopad jest super! To w listopadzie zarywam noc, by kleić kalendarz adwentowy (choć czasem - często? - jest to ostatni dzień miesiąca ;)), to w listopadzie szukam pomysłów na prezenty gwiazdkowe. I wreszcie - listopad 2016 przyniesie mi powrót ładu i dobrej organizacji. Tak postanowiłam. I już.



Ładną cegłę na Mikołajki ktoś zamawiał? To proszę - pierwsza propozycja. Nowa Basia*. Inna. Zaskakująca. Choć przecież taka znajoma. Format ten sam, ale tym razem nie mamy do czynienia z tak znajomą czerwoną okładką. Aksamitna okładka ze złotymi gwiazdkami kryje w sobie dwa elementy. Świąteczną opowieść o rodzinie Basi i nawiązujące do tej opowieści plansze do kreatywnej zabawy (16 plansz zawierających 68 zwierząt, paśnik i zagrodę do samodzielnego złożenia oraz sześć arkuszy naklejek do ozdabiania zwierząt). Za ilustracje odpowiada, jak zwykle, Marianna Oklejak, zatem chyba nie muszę więcej mówić o części kreatywnej. Ja i Ewa nie zgłaszamy żadnych uwag :) Zwierzaki nam się podobają, grubość stron jest dobrze dopasowana (na tyle miękkie, że sześciolatka sama szaleje z nożyczkami i na tyle sztywne, że zwierzaki w wersji stojącej - trzymają pion).




Tekst. Z tą Basią to jest tak, że każdy ma jakieś ulubione części i te, które jakby mniej podeszły, jakby rzadziej są brane do czytania. I reguły żadnej nie ma, w każdym domu jest inaczej. Bardzo mnie ciekawi odzew na część Basia i zwierzaki. Oto za dwa dni Boże Narodzenie, tata Basi idzie na dyżur, mama zostaje w domu z ambitnymi planami - gotowanie, sprzątanie, trochę pracy przy komputerze i ogarnięcie swojej gromadki, oczywiście. Czujecie co nastąpi? Ja od razu czułam. Z życia wzięte... Kuchnia zmienia się w pobojowisko, mama wybucha, dzieci płaczą, drżą im wargi, robią się czerwone. Matko, jak ja rozumiem mamę Basi. Sama co roku zaliczam ten punkt programu. Kiedy zapominam, że bardzo lubię grudzień i te przygotowania. Kiedy jestem zmęczona i - cyk - przypominam odbezpieczony granat. Znacie to? W każdym razie - mama Basi odpuszcza. Rzuca wszystko, by wycinać z dziećmi papierowe zwierzaki. By rozmawiać. By być. I by powiedzieć dzieciom na przykład, że w czasie świąt każdy może się cieszyć na swój sposób. Życzę sobie tego w tym roku, żebym umiała trochę odpuścić, żeby ta poprzeczka nie była tak cholernie wysoko. A do Basi i zwierzaków będziemy często wracać. Tyle emocji w niej. I takie piękne wzruszenie na końcu, że aż się chce od razu włączyć kolędy i patrzeć na powoli padający śnieg (marzy mi się ten śnieg na koniec grudnia...).


Wady? Cena wydawcy to... Siedzicie? ;) 49,99. Dużo. Zwłaszcza, że seria o Basi przyzwyczaiła nas do naprawdę miłych cen. I że jednak spora część tej księgi to wycinanki. I wciąż nie wiem, jak się ta twarda okładka zachowa, jak znikną z niej wszystkie strony z wykrojami zwierząt, bo to nieuniknione... Domyślam się, że może się wyginać, przesuwać. No nie wiem. Ale warto i tak. Zamówić od Świętego Mikołaja lub poszukać samemu w lepszej cenie (Aros - 32,49, Gigant - 33,99, Bonito - 37,49, Nieprzeczytane - 31,84).


* O Basi pisałam już wiele razy... Ale jeśli jakimś cudem spotykacie się z nią po raz pierwszy - zerknijcie na inne moje wpisy o książkach z tą bohaterką: Basia i taniec, Basia i wyprawa do lasu, Basia i remont, Basia i przedszkole, Basiomania, Basia uczy i bawiBasia i piłka nożna, Basia i pieniądze, Basia i wolność, Basia i przyjaciele.

OGŁOSZENIE DROBNE Basiomaniacy mogą już zacierać rączki - w 2017 pojawi się Basia i biblioteka :)